Treść sekretu:
......Od wczoraj czuję niepokój, nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Wszystko mnie drażni, sama nie wiem czego chcę. Po nieprzespanej nocy wiem, że muszę się swoim życiem z kimś podzielić. Może za dużo we mnie nagromadziło się zła....kto raz otarł się o zło - zło już tak nie złości - mówią słowa piosenki. I coś w tym jest.
Obiektywny opis? Proszę bardzo. Ambitna, złośliwa i przeintelektualizowana kobietka w związku małżeńskim z mężczyzną z którym na początku nic ją nie łączyło. On zakochany, był jej cieniem, pojawiał się wszędzie gdzie spojrzała. W tej sytuacji czas i wytrwałość zwyciężyły. Ponad 20 lat związku i życie jakich wiele. Jest jednak pewne ale...
Jej zniszczone zaufanie do niego, spowodowane kłamstwami i zdradami jakie pojawiły się w 13 roku małżeństwa. To był wybuch bomby atomowej - no bo jak można zrozumieć sytuację w której mężczyzna, który kocha i całuje ziemię po której chodzi jego wybranka może szukać innej i innych. Walenie głową o mur nic nie bolało, w takich sytuacjach nic się nie czuje prócz pożaru wewnątrz. Później było tylko gorzej - jego zaprzeczania, bicie gdy chciała porozmawiać i pytała dlaczego, lub gdy zwracała uwagę żeby przestał. Obwiniał ją - że nie poświęcała mu należytej uwagi, że kochała bardziej dzieci niż jego, że go zaniedbała. Ona tego nie rozumiała, przecież dziecko długotrwale chore z atakami, praca, zakupy, szara codzienność, przecież miał wszystko co chciał.
Ot życie...oddalanie się coraz bardziej w każdej wewnętrznej sferze życie, na zewnątrz dalej tworzyli tzw "zgodną rodzinę" - przecież do kościoła, do znajomych, na wakacje i spacery wychodzili razem. Nie zdecydowała się na odejście, wycofała pozew rozwodowy. Bo dzieci były dla niej najważniejsze - a dzieci kochały ojca. Ona zaczęła szukać miłości na zewnątrz. Rozglądała się, ale jej zasady nie pozwalały na podwójną moralność. Każda bliższa rozmowa z mężczyzną kończyła się szybko... tylko rozmowa bo na inne aspekty ona mówiła zdecydowane 'NIE". Do czasu...kiedy zakochała się we wpływowym polityku, medialnym i przystojnym, który zwrócił na nią uwagę podczas pewnego wesela.
To był jej męski ideał - inteligentny, szarmancki dyplomata, który traktował ją podczas spotkań jak księżniczkę i obsypywał mnóstwem wyszukanych komplementów. Romans z przerwami trwał dwa lata...i był eklektycznym zniewoleniem jej umysłu. Ponoć kocha się prawdziwie tylko raz...To była miłość która ją odmieniła, to było to uczucie które eksploduje każdego dnia i nie pozwala zapomnieć to była prawdziwa fascynacja i oczarowanie. Po dwóch latach schizofrenii zadzwoniła do niego i powiedziała, że to koniec. Nie chciała już jeść miodu ostrzem noża, była wykończona tymczasowością i życiem chwilą. Płakała za nim rok. Odkochiwanie było gorsze od najgorszej pokuty... Mąż w tym czasie żył swoim życiem, na swoim terytorium, niczego nie zauważał. Ale stał się jakby milszy, mniej agresywny, może zaczął naprawiać to co zniszczył? Ona chciała z kimś porozmawiać o tym co się działo. Brakowało osób....a niby tyle ludzi wokół. Do rodziców nie pójdzie, bo schorowani, mama by nie spała, no i wystąpiłyby te czerwone po stresowe plamy na szyi, a przed znajomymi otworzyć się nie potrafiła. Na pewnej stronie internetowej założyła profil i chciała wykrzyczeć smutki do kogoś kto jej nigdy nie pozna. Spotkała tam mężczyznę z którym zaczęła korespondować. Pisali o wszystkim, doskonale się rozumieli. To były takie życiowe przystanki na których oddychało się pełną piersią świeżym powietrzem. Przyjaciel od tworzenia tęczy nad głową. W któryś piątek coś posypało się, przestali się do siebie odzywać. Niespójność, zły los, nieprzewidziany splot zdarzeń.
Teraz jest sama z mężem. Mąż powie jej wszystko co chce usłyszeć, od słów miłości do wylotu w kosmos. W życiu oszczędny w uczuciach....a przytulenie, miłość fizyczna są bardzo rzadkie. Są razem, bo mają wspólny adres, majątek, dzieci. Dziś każdy z nich jest za wygodny by rozpoczynać wszystko od początku, z kimś innym. Ona wie, że jak miałaby do niego zaufanie było by w ich związku inaczej, lepiej. Ale jak zbudować na zgliszczach zaufanie, kiedy pewne symptomy wskazują na to, że on ją dalej oszukuje, że we krwi pozostało mu łowiectwo. Można zaakceptować i udawać, że wszystko jest w porządku, można udawać i żyć własnym życiem, można przymykać oko i przebaczać w nieskończoność. Ale to zaufania nie odbuduje, nie poprawi jej stosunku do niego. Rozmowa? Była ostatnio i to nie jedna. Wysłucha pokiwa głową lub zaprzeczy, albo powie że jest wścibska. Opowie różne historie, które sklamruje w niewinność. Dlaczego to piszę? Bo chcę, bo mam taką potrzebę, bo chcę to z siebie wyrzucić.....bo pytam sama siebie jak te wszystkie klocki poukładać w jeden obraz?