Bokiem na wodzie. Czyli rower tańczy na lodzie.


Treść historii:
Historia wydarzyła się dzisiaj, w godzinach wieczornych. Jadę sobie rowerem. Pada deszcz. W końcu trafiłem na główną ulicę miasta, a stamtąd to już skręcam i jestem w domu. Jadę sobie główną ulicą moim rowerem szosowym (tzw. kolażówka), co ma koła cienkie jak tyłek węża, a twarde jak stal i mijam ludzi. Nie pedałuję, rower jedzie sam. 12,4 km/h mijają kolejne metry, a ja podziwiam szykowne kobiety zmierzające w swoje strony.
I nagle myślę: hmm, popiszę się i wejdę w zakręt na blokadzie tylnego koła, czyt bokiem 8). Myślę sobie, nie za szybko bo jest ślisko, ale dałem troszkę na pedały, może max 20 km/h wciskam tylny hamulec, daję skręt i... tylne koło ucieeeeeka, ucieka i ucieka. Odjechało mi całkiem i wiedziałem, że to będzie gleba. Jednak, że jako na rowerze to spędziłem mnóstwo lat życia, przeżyłem tysiące mniej i bardziej poważnych upadków, upadać umiem :D.
Rower oparł się kierownicą o chodnik, ja dłonią i kolanem lekko też się podparłem i w sumie tak się to skończyło. Zero obrażeń ani uszkodzeń sprzętu, właśnie o rower się najbardziej bałem. :D Najlepsze było to, jak cała ulica zamarła na moment. Ja podniosłem się spokojnie, powoli. Zastanowiłem się, wsiadłem na rower i odjechałem bez trzymanki ;pp

Najlepsze jest to, że parę miesięcy temu zrobiłem coś podobnego. Też przy ludziach. Tyle, że innym rowerem, na kamyczkach i odarłem sobie lekko prawą dłoń. Ale na szczęście też wolniutko jechałem.

Nie polecam poślizgów na rowerze.

Wyświetleń: 214





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
rudy6166 (2009-07-11 08:24:54):
Ja całkiem niedawno (w tym sezonie) zostałem potrącony przez samochód. Jechałem taką rozwaloną ulicą, która nawet nie była ulicą, bo była bardzo wąska, pełna dziur i poza miastem (chyba dawno temu ktoś tam asfalt pociągnął z rozpędu). Po jednej stronie jakiś zakład, po drugiej gdzieś w krzakach schowane domy. Z naprzeciwka jedzie Mercedes, koleś wystawia głowę, pyta o drogę. No to ja hamuję, a że wolno nie jechałem, to rowerek na bok, żeby się szybciej zatrzymać. Efekt: zatrzymuję się za "plecami" samochodu. Człowiek nie patrząc wstecz cofnął we mnie, a ja nie zdąrzyłem jeszcze wyciągnąć drugiej stopy z noska:/

Tydzień wolnego w pracy miałem :)
Diana (2009-07-11 11:30:09):
Hmmm :) A te kobiety co na to ?
 


Zemsta to marnotrawienie energii. Kąkolewski Krzysztof








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl