Treść historii:
Opowiem wam jedną historie, wydaje mi się, bardziej niezwykła niż trafienie czwórki w totka, jednak dla mnie jest ona wyjątkową.
W moim życiu, na studiach, był moment w którym poznałem masę kobiet, z którymi miałem dobowe związki, i generalnie było w porządku. Był to dla mnie bardzo szczęśliwy okres, gdyż w liceum byłem raczej ofermą jeśli chodzi o laski, dopiero na studiach zabrałem się za siebie. Będąc w klubie byłem w stanie podejść do każdej dziewczyny na trzeźwo i zacząć gadkę, zlewając przy tym jej reakcje, jak mi nie szło, uderzałem do następnej. Wiem, że to może wydawać się wam ciężkie, tak podejść i zacząć rozmowę z obcą kobietom Powiem wam że nigdy nie zatrzymacie w sobie tego stanu, który pozwoli wam podbić do dowolnej dziewczyny, w dowolnym miejscu i czasie. Cały sekret polega na tym że trzeba się przełamać zrobić ten pierwszy krok, i ma się odwagę na kolejnych kilka-kilkanaście godzin. Człowiek który nie ryzykuje nie ma nic, ale nie o tym jest ta historia.
Oprócz tego że każdego miesiąca poznawałem kilka lasek, z którymi mogłem pójść na randkę, lub do łóżka (rany, dla mnie to jednak całkiem poważna sprawa, grzmocić się z laską w wyrze. Zawsze wolałem to robić, kiedy jest jakieś uczucie, wam radzę to samo, kto traktuje miłość jak sport nigdy nie osiąga dobrych wyników), albo po prostu przeliczać. Jednak, parę miesięcy wcześniej, zaintrygowała mnie pewna dziewczyna na portalu randkowym, do której napisałem. Pomimo tego że po tygodniu mogłem się z nią spotkać, nasz kontakt zamarzł. Przestałem się do niej odzywać. Myślałem sobie, „po cholerę mam się z nią spotykać skoro ciągle napotykam nowe laski? Dziewczyna z internetu? To śmieszne.... pisanie, dla pisania, dla treningu, ona była eksperymentem, zatytułowanym: jak nauczyć się pisać do laski że nie zaśnie z wrażenia....” Tak jest, byłem tym sportowcem, przeliczałem miłość na okazy, przylizane i zgarnięte numery telefonów.... to czyniło mnie mężczyzną, przed samym sobą z pełną premedytacją mogłem się nim nazwać. Z perspektywy czasu, uważam że to był chyba efekt mojej niskiej samooceny, która nie opuszczała bardzo długi czas.
Któregoś dnia jednak, postanowiłem do niej napisać na gg. Już nie pamiętam dlaczego to zrobiłem. Może nie miałem laski z którą mógłbym się umówić? Przyznam się, miałem numer gg, na którym znajdowało się około 50 lasek, napalonych, mniej napalonych, zamężnych, zamężnych i zamężnych napalonych. Kobiet i dziewczyn w wieku od 20 do 38 lat poznanych na internecie. Mój mały gadu harem. Wszystkie były eksperymentem, także ta dziewczyna o której piszę, która też tam była, jako eksperyment. I kiedy po 4 miesiącach do niej napisałem okazało się że ona już dawno wykasowała mnie z listy bo się nie odzywałem, nie odpisywałem...zapewne tak.. Szybko więc naprawiłem swój obraz, raport, i pisało nam się dobrze, wymieniliśmy się nawet profilami na gronie.....no i.....? znowu przerwałem kontakt. Po co taki podrywacz jak ja? Miałby się umawiać z laską poznaną przez internet? Ale po 2 tygodniach ona do mnie napisała, o spotkanie, podała numer telefonu. Ze wszystkimi swoimi pseudo zasadami, dotyczącymi kobiet niechętnie, ale się zgodziłem. Kiedy ona pisała mi długie wiadomość, ja odpisywałem jednym zdaniem, „co do spotkania, zgadzam się na to i na to miejsce, o tej i o tej godzinie w tym i w tym miejscu, a to mój nr telefonu....” Po co inwestować?
Spotkaliśmy się więc w centrum Warszawy, pod względem wyglądu nie wywarła na mnie większego wrażenia, ale co? Trening! Ot co! Być lepszym, w tym co nadaje sens życiu każdego mężczyzn, poznawanie nowych kobiet. Kiedy się z nią spotkałem po raz pierwszy, był styczniowy zimy wieczór, około 2 tyg. po sylwestrze. Pocałowałem ją w policzek, idąc wzdłuż Świętokrzyskiej do Nowego Światu, mój mózg analizował rożne opcje, rozpoczęcia tej znajomości, tej rozmowy.... sytuacje nie była prosta, szliśmy ulicą, żując gumę, spytała mnie „co słychać?”. Zupełnie jak na gg, tylko z gumą, prawdopodobnie....
Nie miałem nic do powiedzenia, poszliśmy więc do kawiarni na Nowym Świecie, gdzie było już w porządku, jakoś tak miło sympatycznie, choć w ogóle mnie nie pociągała... Na drugi dzień poszliśmy na koncert gównianej polskiej artystki.... spotykaliśmy się dość często, odczuwałem satysfakcje obserwując jak bardzo jest szczęśliwa z mojego towarzystwa i póki co nie zamierzałem tego przerywać. Awansowała z jednego numeru gg do tego osobistego, tydzień później ten fake przestał istnieć ;-)
Mam jednak wrażenie, że po jakimś czasie za bardzo się przywiązała do mnie, a spotkania z nią zaczęły być dla mnie coraz bardziej uciążliwe, tym bardziej że nie miałem ochoty jej ranić, dawać kosza czy coś.... Zrobiłem przerwę, spotkałem się z nią w środku kwietnia, po czym zerwałem kontakt, odpisując że nie mam czasu się spotkać bo uczę się do sesji, poniekąd to była prawda... zawsze staram się zacząć uczyć trochę przed czasem, niż wszystko zostawiać na ostatnią chwile...bo sesja to wojna. W tym czasie ona przygotowywała się do zdania pracy magisterskiej. Dziś żałuję że jej nie wspierałem.
Usunąłem jej nr gg, byłem dla niej niewidoczny i miałem wyrzuty sumienia, tak całe wakacje. Aż w końcu pod koniec sierpnia się spotkaliśmy, ponieważ zaimponowała mi tym jak bardzo chciała się ze mną spotkać. A już dawno przestała być dla mnie dziewczyną poznaną w sieci.
Świetnie się dogadywaliśmy :-) i zaczęliśmy na nowo spotykać. Miałem takie przekonanie, że gdybym chciał się z nią związać mógłbym to zrobić w każdej chwili, nie dopuszczałem jednak do siebie informacji że mógłbym chcieć tego. Aż pewnego razu coś wspomniała o swoim chłopaku, wzbudzając przy tym duże zdziwienie u mnie. „Jak to? Czemu ona wciąż się ze mną spotyka tak często jeśli ma faceta? Czy on jest murzynem i mieszka w Egipcie?” zastanawiałem się nad tym i zacząłem odczuwać lekką zazdrość, wypełniającą kawałek mej duszy.... ale sam sobie byłem winien, kiedy mogłem ją mieć, nie chciałem i pozostało mi się tylko pogodzić z tym faktem.
Koniec końców zerwała z nim, a ja się o nią starałem. Było to strasznie po czasie, mam wrażenie że już dawno przestałem być dla niej opcją ojca jej dzieci.. Poza tym nie była dla mnie jedną z tych dziewcząt poznanych w klubach. Naprawdę się do niej przywiązałem i pomimo tego że starałem się o nią rok nie udało się. Śmiem twierdzić że zcipiałem przez nią. Zbyt bardzo mi na niej zależało, a co w facecie jest najmniej atrakcyjnego w oczach kobiety? To że jest cipką. Kiedyś byłem herosem, teraz jestem zerem. Muszę nad sobą popracować. Jednak ciężko pracuje na swoje przyjemność, na tę chwilę najwięcej czasu zabiera mi praca. Dziennikarz to szalenie stresująca praca, aby przetrwać potrzebuje kogoś do pomocy.... nie w redakcji, a w mojej głowie.... mimo tego że skreśliłem ją ze swoich planów, to wiem jedno. Ta dziewczyna bardzo wiele przeszła w życiu.... chcę by miała szczęśliwą przyszłość. Jeśli moja taka będzie, postaram się by jej także.
Wyświetleń: 3958