Treść historii:
Cyklicznie, mniej więcej co kilka miesięcy, pojawiają się w mediach wiadomości o ludziach, usiłujących sprzedać własne dzieci. My z mężem byliśmy świadkami takiej historii w naszym najbliższym sąsiedztwie. Mieszkamy w średniej wielkości miasteczku w jednym z północnych województw Polski. Mało się tutaj dzieje, zwłaszcza na obrzeżach, gdzie żyjemy. Większość sąsiadów i rodzin zna się od dziecka i nikt przed nikim nie ma żadnych sekretów. Kilka domów od nas, po przeciwnej stronie ulicy, mieszkało bardzo młode małżeństwo. Ona zaszła w ciążę jeszcze przed ukończeniem technikum. On był o kilka lat starszy i pracował w okolicznym tartaku jako cieśla. Ich rodzice również mieszkali w okolicy. Jego byli trochę lepiej sytuowani, ale młoda para nie otrzymywała od nich żadnej pomocy, ponieważ od początku nie popierali tego małżeństwa. Kiedy urodziło się dziecko, zaczęło im być bardzo ciężko. Większość pieniędzy szła na utrzymanie malucha. Ona nie pracowała, a on zarabiał niewystarczająco, aby zapewnić im życie na odpowiednim poziomie. Zaczęły się problemy i częste awantury przez dziecko. Co prawda nie pił alkoholu, co bardzo dobrze świadczy, ale echo ich kłótni niosło się daleko po naszej ulicy. Pieniędzy było coraz mniej, dziecko wymagało coraz większej opieki. Jej rodzice odmówili wzięcia dziecka do siebie, a jego nawet nie chcieli o tym słyszeć. Wszystko spadło na nich. Wiedzieliśmy z mężem, że są młodzi i w przeszłości każde z nich robiło różne dziwne i głupie rzeczy. Kiedyś śledziliśmy w internecie aukcje na zagranicznym ebay. Natrafiliśmy na parkę, która anonimowo ogłaszała, że sprzeda swoje dziecko za 5000 euro. Wszystkie informacje odnośnie malucha zgadzały się ze stanem faktycznym dziecka naszych sąsiadów. Nie mogliśmy wytrzymać i pozwolić na coś takiego. Zadzwoniłam pod podany numer komórkowy. Zgłosił się on, jej mąż i ojciec dziecka. Poznałam go po głosie. Ja starałam się mój zmienić. Dowiedziałam się wszystkiego i rozłączyłam. Od razu ubraliśmy się z mężem i polecieliśmy do nich. Już na wstępie zrobiliśmy im awanturę. Na początku szli w zaparte i mówili, że nie wiedzą o co chodzi, ale kiedy zadzwoniłam raz jeszcze pod wybrany numer, a w pokoju obok zadzwoniła komórka, mieliśmy ich! Długo się z nimi kłóciliśmy. Potem trochę spasowali i ewidentnie zrobiło im się głupio. Naszym najmocniejszym argumentem było pójście na policję, jeżeli natychmiast nie usuną aukcji. Zrobili to jeszcze przy nas. Obiecali, że jeśli tylko nikomu nie powiemy, to będą zajmowali się dalej dzieckiem i wychowają je. Mówili, że bardzo je kochają, ale sytuacja materialna zmusiła ich do podjęcia tej tragicznej i nieprzemyślanej decyzji. Kazaliśmy im jechać z nami do ich rodziców. Skończyło się tylko na jego rodzicach. Jak to usłyszeli, to ojciec niemalże się na niego nie rzucił. Dostali taką lekcję, że na pewno sytuacja się nie powtórzy. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że od 8 miesięcy nie słyszeliśmy o żadnej kłótni, on zmienił pracę, a ona znalazła nową.
Wyświetleń: 748
| Treść: | Pomógł: | Zgłoś: |
Marta (2009-02-24 00:26:17): Nie ma to jak cudowni sąsiedzi... Pewnie gdyby nie Wy to sprzedali by własne maleństwo a potem by żałowali do końca życia. |
| |
mindless (2009-03-11 11:21:39): Na ebay coś takiego poszło? Przecież po tym są międzynarodowe skandale. Widać jednak że awanturą naprostowaliście ich, choć ja wezwałbym policje. |
| |
kaniina (2009-04-17 23:04:58): Bardzo dobrze zrobiliście, zawsze jest jakieś wyjście z każdej sytuacji choć trudno czasami to sobie wyobrazić. Wy pomogliście im to zrozumieć. Wszystkim należy się 2 szansa, wezwanie polocji w tym wypadku według mnie było by najgorszą rzeczą jaką moglibyście zrobić. Będąc na miejscu tego dziecka, nie chciałabym się o tym nigdy dowiedzieć ze taka sytuacja miała miejsce. |
| |
vengo (2010-02-01 17:34:07): Komisia, bardzo poruszyła mnie ta historia. Jestem dziennikarką i bardzo chciałabym o tym napisac, czy można jakoś dotrzeć do tych ludzi? Będę ogromnie wdzięczna za podanie jakiegoś kontaktu na priv - mój mail to vengo13@wp.pl |
| |