Treść historii:
Fioletowe oczy popatrzyły na blond-włosego chłopaka który czytał za biurkiem jakieś papiery.
Prawdopodobnie to upomnienia od Boga, nie wiadomo czego on jeszcze może od Władcy Piekieł chcieć.
- Panie, czyżby znowu Bóg był niezadowolony z tego co robisz? szepnął Fioletooki Asmodeusz.
- Owszem, ehh... westchnął czytając dalej papiery - Asmodeuszu?
- Tak Panie? szepnął podchodząc bliżej niego, lekko się kłaniając mu.
- Gdzie jest twoja kochanka Sara? spytał Władca Piekieł.
- Uwięziłem ją na wieży Taroo. odpowiedział chłopak lekko zdziwiony jego pytaniem.
- Powiedz mi, czy miłość istnieje? spytał Lucyfer odgarniając włosy z czoła.
Asmodeusz zawahał się nad odpowiedzią, jego Pan nie dość że nie lubił czekać, to także nie tolerował banalnych
odpowiedzi, to pytanie było jak dla niego dość skompliowane jak tok myślenia jego Pana.
- zależy Panie jak się do tego podejdzie. odpowiedział nerwowo fioletowo-oki chłopiec, próbując ukryć zdenerwowanie w głosie.
- podejdzie? nie rozumiem. mruknął Blondyn wpatrując się badawczo na swojego towarzysza.
Asmodeusz myślał że zaraz się zapadnie pod ziemię, jego Pan był taki wymagający i ,,skomplikowany''on zaś logiczny i wolno myślący.
- Chodzi o to Mój Panie czy chcesz się zabawić kosztem drugiej osoby czy chcesz się z nią związać na całe życie...
2.
Pogoda - jak to bywało w niebiosach - dopisywała każdemu.
Blask słońca oświetlał w oddali Anioły, które słuchały Boga albo rozmawiały ze sobą.
Lucyferowi nie było to dane, zwłaszcza gdy był wielkim wrogiem Chrystusa, Najświętrzej Maryji Panny i Wszechmogącego Boga.
Spuścił głowę by ukryć swoją złość, najgorsze było to iż musiał przedrzeć się przez tłumy Aniołów, którzy raczej nie przepadali za nim.
I dobrze.
3.
Szedł tak i szedł, nie miał celu -dlaczego?
Pustka, wkońcu odczuł w sercu ukłucie, westchnął.
- Tak, to prawda, nie mam nikogo... szepnął do siebię..
- Lucyferze... odezwał się głos z oddali.
- Wszechmogący... mruknął nie pocieszony, nie widział potrzeby rozmowy ze Stworzycielem tego błahego świata.
4.
- Lucyferze... znowu odezwał się głos z oddali.
- Słucham Wszechmogący. odparł z nutką nie cierpliwości w głosie.
- Myślisz o miłości prawda? zwrócił się Bóg do blondyna.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz. prychnął, nie wiedział co to miłość, dla niego wszystko co kojarzyło się z emocjami było chwilą czyli: zabicie kogoś -> adrenalina -> napięcie -> powrót do stanu pierwotnego.
- mnie nie oszukasz Upadły Aniele.. znów się odezwał jego głos a za nim w tle zabrzmiały pioruny, rozległ się głośny grzmot błyskawicy.
Będzie padać, będzie burza.
- czego chcesz? spytał znudzony Lucyfer, odgarniając włosy z czoła, szczerze mówiąc to co mówił mu Wszechmogący było w połowie prawdą, tylko Bóg potrafił go rozszyfrować.
- Naucz się kochać... tyle zdołał powiedzieć, niosąc za sobą garść piorunów i błyskawić, co widocznie spodobało się blondynowi który nie miał nic przeciwko tej pogodzie.
5.
Zaczęło się nieco ściemniać, Anioły szybkim krokiem kierowały się do swoich domostw, gdzie czekała na nich rodzina, bracia siostry, ojcowie i dziadkowie.
Lucyfer nie musiał wracać do rodziny, nie miał jej, duchy i zmory które mieszkały gdzieś w podziemiach - nie lubił ich.
Sam był chodzącym pieklarzem, wkońcu on stał na czele armii zła, jednak wolał znajdować się na górze niż na dole.
No tak Asmodeusz pewnie się niepokoi o mnie - pomyślał blond-włosy chłopak kierując się w strone swojej Rezydencji.
Niespodziewanie spojrzał za siebię.
Piękna, młoda i delikatna dziewczynka w wieku około 21 lat, stąpała powolnym krokiem po drodze, prowadzącej do jej domu.
Lucyfer zrobił dziwną minę jakby miał powiedzieć ,,Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem''.
Błękitno-oka spojrzała na niego, dłonią odgarniając z twarzy, kosmyki bujnych, złotych włosów.
Lucyfer czuł się jakoś nieswojo....
6.
Patrzyli tak na siebię przez kilka sekund, które w szybkim tempie zmieniały się w minuty.
Ta cisza coraz bardziej drażniła Lucyfera, wkońcu postanowił zrobić pierwszy ruch.
- Panienko, a ty nie w domu? spytał grzecznie, zazwyczaj ta grzeczność kończyła się agresją i chęcią mordu jednak Lucyferem kierowało teraz coś innego.
To były zupełnie inne emocje.
- Szłam ale gdy Ciebię ujrzałam.... nie dokończyła gdyż blondyn gwałtownie zbliżył się do niej, spoglądając w jej błękit jej oczu tak jakby było w nich coś niezwykłego.
- Tak? kontynuuj... szepnął czując jak kropelki deszczu spływają po jego bladej twarzy, dziewczyna zarumieniła się nieco.
Lucyfer poczuł jak ma ogromną chęć na to słowo. Miłość. Nie wiedział czym to jest ale wiedział że tego chce.
- Wydawałeś się być.. smutny... Dokończyła dziewcznyna lekko zarumieniona.
- Wiesz kim jestem? spytał, delikatnie odgarniając jej włosy z twarzy.
- Lucyfer? szepnęła drżącym głosem z zimna i jednocześnie strachu.
- Zgadza się. przytaknął głową, obserwując jej reakcje.
- Panie? szepnęła ochryple, widocznie spodobało się to Panu piekieł, poniewarz uśmiechnął się do niej.
- Słucham. odpowiedział uprzejmie, czując jak coraz bardziej gromadzi się w nim pożądanie.
- Boję się. odpowiedziała, przymrużając oczy, delikatnie dłonią wytarła z twarzy kropelki deszczu, który nieustannie padał, jakby tylko czekal na ,,tajemniczy'' moment, zmuszający go do zaprzestania.
- Nie masz czego. szepnął, ramieniem objął ją, po chwili wtulając w siebię. Czuł jak drży nie tylko z zimna ale i ze strachu.
Była jak zwierzątko pozostawione na pastwe losu, na zimnie.
Poczuł silną potrzebę zaopiekowania się nią.
Ujął jej podbródek, patrząc prosto w oczy.
- Lucyferze... szepnęła drżąc z zimna, jego oczy.. były teraz takie tajemnicze...
- Cichutko... nic nie mów... Szepnął, jego ręce nagle stały się bardzo ciepłe. Objął ją w talii..
7.
To była chwila...
Krople deszczu były teraz jak koraliki...
Patrzyli się w swoje oczy...
Pan Piekieł i Anielica...
On brutalny zwierz ona krucha dziewica...
Ich serca w jednym rytmie biły...
Wkońcu Pan piekieł pocałował słodkie usta Anielicy...
Złączyli się w namiętnym tańcu języków...
Te pożądanie, ta pasja....
Ta samotność przebita na wylot mieczem pragnienia...
Emocje wzięły górę..
Nic nie mogło im przeszkodzić...
Nawet Bóg....
8.
Ciemny pokój, jedynie promyki błyskawic oświetlały pomieszczenie.
W powietrzu unosił się zapach vanilii i cynamonu...
Dłonie Lucyfera delikatnie gładziły piersi, biodra i uda Anielicy...
Pocałunki namiętne, złączone niktami śliny...
Pocałunkami zaczynał schodzić niżej na szyję...
- Ahh... Lucyferze.. jęknęła rozpalona Anielica, czując na sobie jego oddech, parzący jej szyję.
- Jesteś taka piękna... wyszeptał Blondyn, nigdy w życiu nie czuł się tak jak tu i teraz.
- Mmmm... mruknęła cicho, była Anielicą jednak oddała jemu swoją duszę.
Bóg potępiłby ją za to napewno, jednak ona nie przejmowała się tym.
Bo miłość przychodzi tak nagle, niespodziewanie... powodując w sercu.., niespokojne drganie...
***************************************
9.
- Lucyferze... szepnęła wtulając się w jego plecy
- Tak Gabrielo? szepnął odwracając się do niej, Anielica odrazu wtulila się w jego silne ramiona.
- Jestem brzemienna.. szepnęła wtulając się jeszcze mocniej w niego.
- To cud.. szepnął Pan piekieł czule całując dziewczynę w czoło.
- Cieszysz się? spytała Gabriela, podnosząc na niego wzrok.
- Kochanie to chyba oczywiste. zaśmiał się blondyn, głaszcząc ją czule po brzuchu i całując namiętnie w usta.
- Kocham Cię Lucyferze.. szepnęła Anielica.
- Ja Ciebię też, Gabrielo.. szepnął czule całując ją w usta. - Jesteś cudowna... po chwili dziewczyna zasnęła w jego ramionach.
- Lucyferze.... znów ten głos.. Czego może chcieć wszechmogący?! - pomyślał lekko podirytowany Pan piekła.
- Hmm? mruknął patrząc w okno, na rękach zaś trzymając swoją ukochaną.
- Nauczyłeś się kochać, nie zniszczę Cię ani nie skaże twoją ukochaną na wieczne potępienie, Gabriela niedługo
urodzi ci syna któremu nada imię Sadako, będzie on silnym Aniołem który zrówna wraz ze mną Piekło z Niebem.
Głos Boga mogłaby słyszeć cała okolicy, niestety Bóg przemawiał tylko do jego umysłu i kierował swoje słowa tylko i wyłącznie do niego.
- Dobrze Wszechmogący. westchnął patrząc się w okno, firanki rozsunęły się, pozwalając światłu oświetlić pokój Lucyfera.
Pan piekieł spojrzał na Gabriele uśmiechając się.
- Teraz już wiem co to jest miłość Asmodeuszu...
Wyświetleń: 2732