Treść historii:
Miałem bardzo poważne problemy z zębami mądrości. Kiedy miałem 16 lat zaczęły rosnąć w bardzo specyficzny sposób. Wszystkie stałe zęby wyrzynały się, rosły i osiągały swój normalny rozmiar. Żaden nie był krzywy. Te natomiast zaczęły rozrywać mi dziąsła w wieku 16 lat i rosły przez 2-4 tygodnie. Potem przez pół roku był spokój. Nie czułem żadnego bólu, nic się nie zmieniało. Następnie zęby uaktywniały się na kolejne 2-4 tygodnie, kiedy to zaczynały rosnąć. Znów wszystko mnie bolało. Nie mogłem jeść, ruszać żuchwą i cały czas chodziłem zdenerwowany. Taka sytuacja trwała 6 lat!!! Zęby rosły etapowo, podrażniały dziąsła, nerwy, zamierały, kiedy to był spokój i znowu zaczynały rosnąć. Niby wszystko było w porządku, ponieważ dawało radę to przeżyć. Jednak zauważyłem, że od 16 roku życia cyklicznie zaczęły pojawiać się coraz bardziej nasilające się bóle głowy. Z początku nie występowały za często, jednak z czasem jak zęby stawały się coraz większe , bóle głowy były coraz dłuższe i mocniejsze. Mając 22 lata zęby były na tyle rozwinięte, że swobodnie mogłem wyczuć je palcem. Prawa dolna ósemka wyrosła całkowicie prostopadle do linii zębów i cały czas kryje się pod dziąsłem. Lewa dolna pod kątem 45 stopni, tak, że 1/3 zęba opierała się o siódemkę i wystawała ponad dziąsło. Górne natomiast były prawdziwym fenomenem. Prawy wyrósł pod kątem do dziąsła, natomiast lewy o dziwo równo w linii zębów, ale w poprzek. W internecie znalazłem informacje, że zęby mądrości, które źle wyrosły, często powodują olbrzymie bóle głowy. To by się zgadzało. Apogeum polegało na tym, że ból był tak silny, że wszystko co mogłem zrobić, to położyć się spać do łóżka, a i tak nie mogłem usnąć. Prawie ciągle leżałem z bólem głowy i nie mogłem sobie z nim poradzić. Chodziłem rozdrażniony, podirytowany. Na niczym nie mogłem się skupić. Tabletki przeciwbólowe nie pomagały. Nigdy nie byłem zwolennikiem często zażywania prochów, dlatego męczyłem się bez nich. Bóle były tak silne, że momentami chciało mi się wymiotować i czułem, że zimny, lodowy szpikulec wbija mi się w mózg. W lipcu i sierpniu ból był stały. Kładłem się z nim spać i jak tylko się budziłem, to wciąż mi towarzyszył. Byłem załamany i nie wiedziałem co robić. Podejrzewałem guza mózgu i inne okropne schorzenia, mimo tego, że wiedziałem na czym polega problem. We wrześniu zdecydowałem się na wizytę u dentysty – chirurga szczękowego. Poleciła mi go koleżanka. Chciałem wyrwać wszystkie 4 zęby naraz. Skończyło się na 2 godzinach męczarni i 3 usuniętych zębach. Górne poszły bez problemu. Natomiast lewy dolny, który rósł pod kątem 45 stopni przez ponad godzinę nie chciał wyjść. Trzeba było nacinać dziąsło z różnych stron i wykruszać kawałki szczęki, które blokowały dostęp do korzenia. Znieczulenie podczas takiej operacji (ponieważ nie mam wątpliwości, że jest to operacja) jest na tyle silne, że nic się nie czuje. Nic, poza trzaskiem pękającej kości. Najgorsza jest świadomość, że to żaden sen, a rzeczywistość, która w tej chwili dotyka Ciebie. Jednak jest to do przeżycia i po około dwóch tygodniach trudnej i pełnej leków oraz gerberów dla niemowląt rekonwalescencji, jest już w miarę ok.
U mnie bóle głowy całkowicie przeminęły, a kiedy pojawiają się te wywołane stresem, są nieporównywalne do tych, które miałem. Praktycznie nie czuję bólu. Owszem, jest to rozpraszające i uporczywe, jednak bólem nie można go nazwać. Przypuszczam, że po latach fatalnych doświadczeń uodporniłem się.
Do wyrwania została mi jeszcze jedna ósemka. Prawa dolna. Kiedy wrócę? Nieprędko. Doktor powiedział, że powinienem usunąć ją w przeciągu 6-8 miesięcy. Czy to zrobię? Obawiam się, że wrócę do niego dopiero w momencie, w którym ząb zacznie mi dokuczać i nie będę miał wyjścia jak tylko go wyrwać.
Wyświetleń: 2206