Treść historii:
W moim domu od zawsze były psy, pierwszy pies pojawił się w domu, kiedy jeszcze mnie w nim nie było. I tak były to psy znalezione na ulicy, kupione z hodowli lub przyniesione ze schroniska.
Kiedy miałem 12 lat, kupiliśmy suczkę z hodowli. Był to owczarek niemiecki. Na 6 szczeniaków, które były w kojcu wybrałem najmniejszego pieska, który leżał w rogu. Reszta szczekała na mnie i skakała, aby dać o sobie znać, ale mi wpadł w oko ten jeden w rogu, który tylko leżał i patrzył. Mówię pies, bo, sprzedawczyni zapewniała nas, że zostały same psy, żadnej suczki. My zauważyliśmy płeć dopiero po kilku miesiącach.
Mama mówiła, że wybrałem najbardziej ciapowatego psa, ale mnie właśnie ta sierota przyciągała. Z czasem okazało się, że ten pies nie jest taki spokojny. Szczekała na obcych, na nas nigdy i ogólnie pies nadawał się do obrony domu i do zabawy. Czyli ta sierotka to był dobry wybór. Kiedy suczka rosła i rosła, zaczęła nabierać postawy jak przystało na owczarka niemieckiego. Wielka klatka, tyłek opuszczony nisko i ogólnie była śliczna.
Jak to suczka, musiała kiedyś mieć cieczkę, początkowo udało się ją utrzymać. Jednak jak to zwierzęta nie da się ich upilnować. W wieku ok. 3-4 lat pojawiły się małe szczeniaki. Ale nie 2, nie 4, nie 8 tylko 11. No to sodoma i gomora. Weterynarz powiedział, że suczka sama nie da sobie rady wykarmić tylu psów i trzeba jej pomagać. Kupiliśmy butelki dla niemowląt i zaczęło się dokarmianie. Gdy już dorosły, zaczęły same jeść, to od razu nauczyły się jak jeść buty i ubrania. W lato wchodziły do domu, sikały i robiły kupę jak popadnie. Ale chciało się psa to trzeba się nim zająć. Jak już trochę podrosły, trzeba było je wydać, można było je sprzedać, ale my postanowiliśmy je oddać za darmo, jednak tylko w dobre ręce. Po 2 tygodniach nie został nam żaden.
Suczka nadal z nami była po raz kolejny pojawiły się małe, tym razem 9 i znowu dom zasrany, zasikany, ale te merdające ogonki i poszczekiwania rekompensowały wszystko. Znowu je rozdaliśmy, suczkę trzeba było wysterylizować dla jej dobra.
Oczywiście przez te lata, wiele razy chorowała. Trzeba było kupować specjalne maści, kiedy dostawał jakiejś wysypki, obowiązkowe szczepienia, lekarstwa na inne dolegliwości itd., trochę kosztowne, ale miłości nie da się przeliczyć na pieniądze. I pewnego dnia zachorowała i to dosyć mocno, wymagana była operacja. Operacja udała się, pies trafił do domu. Lekarz powiedział, że przez kilka dni nie będzie miała siły wstać itd.. Więc sikała i robiła kupę pod siebie. Trzeba było ją dokarmiać, dawać świeżą wodę i oczywiście sprzątać pod nią i czyścić z odchodów. Po kilku dniach, wstała, zaczynała chodzić, biegać była już w pełni sił. I tak przez 2 kolejne lata, kiedy pewnego dnia już nie wstała, była z nami przez 8 lat. Żaden z naszych psów nie zapadł mi tak bardzo w pamięci.
Teraz też planujemy nabyć nowego psa. Z tym, że ja już niedługo mam maturę potem pewnie jakieś studia lub coś takiego i raczej nie będę z psem na co dzień. Ze schroniska raczej psa nie weźmiemy, bo jak wchodzę to już serce mi pęka, jak widzę tyle smutnych mordek. Czasami było z nią wiele kłopotów, trzeba było się nią zajmować itd., i to wszystko po to, aby sikała, zostawiała sierść i chorowała. Jednak życie składa się z takich właśnie drobiazgów. Merdanie ogona jak się ją wołało, smutne oczy jak zrobiła coś źle. Niby głupiutkie, niewielkie stworzenie, a jednak potrafi wnieść szczęście i o wiele poprawić humor. Akurat ten pies rekompensował mi wszystkie przykrości jakie mnie spotkały.
Wyświetleń: 192