Treść historii:
U nas w Warszawie, konkretnie w ścisłym Centrum, kręci się gość zwany Czarnym Romanem. Jest o nim dużo opowieści krążących po Internecie, przez co może się wydawać kolejną opowiastką z cyklu "legendy miejskie".
Jednak wszystkim niedowiarkom polecam spacer po Śródmieściu. Spotkanie Romana twarzą w twarz rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące jego prawdziwości. Gość faktycznie istnieje. Więcej, jest tak wykręcony jak jego opisy.
Najczęściej widywałem go na ulicy Chmielnej (za domami centrum), Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu, Parku Saskim, Krakowskim Przedmieściu i sporadycznie na Starym Mieście.
Gość zawsze jest ubrany na czarno. Latem ma jakąś starą marynarkę, spodnie, buty chyba już lekko dziurawe, rękawiczki (czarne obowiązkowo) i do tego kapelusz - typowy prochowiec. Zimą widziałem go w różowej kurteczce przez, co budowany przez niego latami image ucierpiał, ale w końcu Roman też jest człowiekiem, a zimy mamy chłodne ;)
Persona na tyle specyficzna, że już przy pierwszym kontakcie wzrokowym widać, że coś jest z nim nie tak. Rozbiegany, albo wręcz odwrotnie, skupiony na jednym punkcie wzrok. Dziwna, powykrzywiana twarz. Często nosi siatkę (reklamówkę) z owocami i czymś innym do jedzenia.
Nigdy nie miałem przyjemności z nim porozmawiać, ale wiem, że niektórym to się udało (w sieci są chyba filmy z takich konwersacji). Do tych szczęśliwców należały dwie dziewczyny, które siedziały na ławce w Parku Saskim. Akurat przechodziłem obok i postanowiłem przystanąć, posłuchać rozmowy.
Roman namiętnie tłumaczył coś o świadomości mordu i tego, że w żyłach tych dwóch biednych dziewczyn płynie świadomość.
Jeżeli ktoś zna o nim jakieś ciekawe historie, to chętnie poczytamy :)
Wyświetleń: 1561