Treść historii:
Pamiętam, że w gimnazjum wychowawczynią mojej klasy była pani ucząca biologii. W środy mieliśmy 7 godzinny plan z czego na pierwszej lekcji była godzina wychowawcza, a na drugiej biologia. Jak to najczęściej bywa przy takim ułożeniu, godzina wychowawcza przepada, a na jej miejsce wchodzi wykładany przez nauczycielkę przedmiot. Tego dnia pierwsza godzina to była normalna lekcja. Druga natomiast, już mniej. Nauczycielka wyszła na około 40 minut, zostawiając 14 latków samych w pracowni biologicznej. Wiadomo, co w takich sytuacjach ma miejsce. Większość eksponatów, plansz i innych pierdół latała dookoła. Szkielety żab i ryb chyba nie przeżyły. Jakby w tym punkcie było mało atrakcji, to w pracowni w olbrzymi terrarium mieszkały dwa żółwie, a obok nich akwarium zajmowały rybki. Pamiętam, że ktoś podniósł żółwia i zaczął udawać, że to samolot. Jednak moją uwagę skupiło wcześniej wspomniane akwarium. Koledzy dolewali tam wody z kranu, ciepłej, zimnej. Wpadło nawet kilka okruszków po ciasteczkach. Nie chciałem być gorszy i jednocześnie czując silną potrzebę wyróżnienia się na tle grupy, wziąłem do ręki stojący nieopodal umywali płyn Ludwik. Dolałem dosłownie kropelkę. Jedną małą kropelkę, albo i jeszcze mniej. Jednak to wystarczyło, aby na twarzach najbliższych osób pojawiła się konsternacja. Pamiętam tekst mojego przyjaciela, który powiedział „Co Ty zrobiłeś?”. W świadomości 14 latka, który większość czasu spędzał grając na komputerze, dolanie kropelki Ludwika do wielkiego akwarium to było nic. Jednak jak się okazało na 7 godzinie, kiedy to nasza „biologica” wparowała rozwścieczona na lekcję geografii i zaczęła się drzeć, że ktoś zamordował rybki... ach, najwyraźniej wystarczyło aż z nawiązką. Następnego dnia wszystkie rybki pływały do góry brzuchem. Nawet 10 cm, obrzydliwego karasia z Wisły nie udało się uratować. Nauczyciele nigdy nie dowiedzieli się, kto tak naprawdę zamordował te biedne rybki. Moje poczucie winy zakorzeniło się gdzieś głęboko w podświadomości. Dlatego kilka miesięcy temu na spotkaniu klasowym przyznałem się przed osobami, które przyszły, że rybki zabiłem ja. Ku mojej wielkiej uldze usłyszałem, że „wszyscy wiedzieliśmy”.
Wyświetleń: 212