Prześladowanie katechetek w gimnazjum


Treść historii:
Przez całe gimnazjum mieliśmy problemy z religią. Pierwsza i trzecia klasa były względnie spokojne, uczył nas wtedy ksiądz, a później jakaś katechetka, która nawet sobie z nami radziła. Natomiast apogeum miało miejsce w klasie drugiej. Przez 1 semestr zwalczyliśmy trzy katechetki i jednego katechetę. Dwóch pierwszych nawet na oczy nie widziałem. Po pierwszej lekcji z jakąś równoległą klasą (do której chodziły jeszcze większe łobuzy niż my), zrezygnowały. My mieliśmy do czynienia z tym jednym katechetą i drugą babką. Katecheta był względnie spokojny. Taki wysoki gość z wielką brodą. Zawsze mówił spokojnie i z dystansem. Widać, że nie chciał sobie u nikogo nagrabić i już od samego początku próbował nas na swój sposób przekupić. Lekcja wyglądała tak, że przez 20 minut zadawał pytania, a później opowiadał o religii. Drugą część pomińmy, ponieważ wtedy wszyscy gadali, śmiali się i mu przeszkadzali, uniemożliwiając tym samym prowadzenie zajęć. Natomiast pierwsza część, zadawanie pytań, było ciekawe. Rzucał coś w eter, a ludzie, znający odpowiedź mieli podnieść rękę. Z tym, że wstając można było nic nie powiedzieć i dostać jedynkę. Można było również odpowiedzieć na pytanie i otrzymać ocenę piątkową. Najśmieszniejsza była trzecia możliwość. Należało słowo w słowo powtórzyć zadawane pytanie, a z miejsca wpisywał do dziennika czwórkę. Osioł. Pouczył ze 3 tygodnie i odszedł. Najwyraźniej to nie było jego powołanie. Natomiast najlepsze jazdy były z taką jedną babą, co nosiła jakąś przedpotopową spódnicę i biały sweterek. Zawsze ten sam zestaw, aczkolwiek widziałem ją tylko dwa razy. Brudna, nieumyta ze zniszczonymi włosami i jakimś białym osadem na ustach. W ogóle nie szło się z nią dogadać. Zajęć nie prowadziła pod kątem nauczania o religii. Przez cały czas użerała się z klasą. Najgorsza była jej wiara w to, że ona faktycznie ma tu jakiś autorytet i władzę i może nas kontrolować. Krzyczała, denerwowała się. Momentami stawała agresywna. Nas to jeszcze bardziej nakręcało. Nie dawaliśmy jej żyć, przeszkadzaliśmy, krzyczeliśmy, stawialiśmy się. Biedna nic nie mogła zrobić. Pierwsze zajęcia musiały być piekłem dla niej, a kupą śmiechu i radości dla nas. Na drugich stwierdziliśmy, że przygotujemy się lepiej. Kupiliśmy paczkę gumek. Wypakowaliśmy z kumplami jedną prezerwatywę i w męskim kiblu w 15 napluliśmy do niej tyle meli, ile się tylko dało. Cichaczem zawiesiliśmy to na klamce od drzwi od strony wewnętrznej. Babka miała taką metodę, że ustawialiśmy się w pary, wchodziliśmy do klasy, a ona zamykała za nami drzwi. Nie miała możliwości zauważenia naszej pułapki. Kiedy grzecznie i potulnie weszliśmy, ona, dewotka i pewnie życiowa dziewica, zamknęła drzwi łapiąc za klamkę z upieprzoną w gorącej i oleistej ślinie prezerwatywą. Hoho, pamiętam do dziś jak krzyknęła przeraźliwie. Ku naszemu zaskoczeniu, kiedy to wszyscy tarzaliśmy się ze śmiechu po podłodze, babka uciekła. Uciekła i na naszych oczach wybiegła ze szkoły i już nigdy nie wróciła. Po całej szkole do końca trzeciej klasy krążyły o nas legendy. Na następny tydzień przyszła katechetka, z którą uczyliśmy się do końca gimnazjum.

Wyświetleń: 178





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
SAMANTA (2010-09-04 18:34:26):
no nie ładnie tak tępić katechetki:D
 


Kochać - to utracić panowanie nad sobą. Paulo Coelho








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl