Treść historii:
Pamiętam tamten poranek... Szykowałam sie w sobote do szkoły, miałam jechac pierwszy raz samochodem który dali nam teście... Zadowolona z zycie wsiadlam do samochodu i wyjechalam z domu. Samochód był na benzyne i samemu sie po jakims czasie przelączało na gaz. Ja miałam jakies 6km do przejechania przez 2wie wsie, zakrety itd.i potem musialam wyjechac na trase... Już mialam przełączac na gaz ale sobie pomyslalam ze pojade wolniej bo juz zaraz bede wyjerzdzac na trase... Dojechałam do skrzyżowania i już mialam jechać bo myslalam ze zdaze ale znów cos mi powiedzialo "nie, nie spiesz sie..." wiec sie zatrzymałam i nagle poczułam dym, niewiedzialam co sie dzieje, nagle zaczal ulatniac sie spod maski, w samochodzie zaczelo byc go pelno... zaczelam dzwonic do meza... oczywiscie zgasilam samochod i wyskoczylam z niego, niewiedzialam co robić... spanikowałam... balam sie ze wybuchnie bo to przeciez na gaz byl... samochod zaczal sie palic, zadzwonilam po straż pozarna, mąż przyjechal z moim tata i zaczeli go gasic ale dopiero strazy sie to udało... Pamietam do dzis ze cala sie trzesłam i sobie myslalam ze jak bym przełączyła ten samochód na gaz to... albo jak bym wyjechala na trase bym nie zauwazyla dymu... Miałam wtedy już dwoje małych dzieci.
Przez 3 miesiace balam sie wsiąsc do samochodu, a gdy poczułam bylejaki dym to zaczynalo mi serce walic... :( nie zapomne tego... podobno wtedy uszkodzila sie instalacja elektryczna, i przez to moglam zginąć... samochód poszedł na szrot, a ja sie boje teraz samochodów na benzyne i gaz... Jak już bede mieć samochód,to na rope...
A co do życzliwosci teściów to mysle ze nie szczerze nam go dali... i tyle...
Wyświetleń: 344