Fiksowanie na bezrobociu


Treść historii:
Mam prawie 24 lata, pracuję od września, obecnie mamy marzec 2009. Jest to moja pierwsza poważna praca, za jakieś "poważne pieniądze". Choć to pojęcie względne ;)

Pracuje od godziny 6 do 14. To oznacza że muszę wstać o 4 rano. Czasami pracuje od 14, a to oznacza że w domu jestem czasami po 23. Jest to trudne, jeśli następnego dnia muszę wstać o 4 ;p

Dwa dni w tygodniu wolne, ale teraz już jest te dni przeznaczam na szkołę. Ostatnio kolega do mnie piszę "Tylko nie mów że jesteś znowu w pracy". Odpisuje mu "a gdzie niby mam być? w knajpie?" :P

To jest cud, tak mi się wydaję, że wciąż znajduje w sobie tę energie by wstać bardzo wcześnie rano, i iść do pracy, dni, tygodnie mijają mi bz problemu, a ja że muszę iśćdo roboty wkurzam się ale tylko chwilkę... Pamiętam jednak jak to było, kiey się nie pracowało.

Ja żyłem z sesji do sesji, tak nie miałem specjalnych celów, obowiązków, które musiałbym wypełniać, nie licząc tych domowych, cieszyłęm się że będę mógł się pouczyć, bo coś sięzacznie dziać.... dni mijały zajebiście szybko, a ja się wkurwiałem na wiele spraw. Że mam ponad 20 lat, że zawodowo jestem niespełniony. Co prawda miałem po drodze kilka interesujących prac, jednak to były roboty tymczasowe. Jako bezrobotny wkurzało mnie to że na wszystko kasę musiałem brać od rodziców... strasznie się wkurzałem kiedy np. nie mogłem postawić koleżance biletu do kina... poza tym w kółko mi czegoś brakowało.

Uznałem wtedy że mam ogromny kapitał wolnego czasu i pora iść do pracy.

Teraz pracuje więcej niż sobie wyobrażałem, mam pieniądze na swoje zachcianki... mam jednak znacznie mniej czasu. Ale czy nie na tym właśnie polega dorosłe życie? :) Może jeszcze coś się ułoży, jeszcze będzie czas by odpoczywać :)



Wyświetleń: 398





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
Marta (2009-03-17 21:24:54):
Skąd ja to znam... W kwietniu miną 2 lata jak siedzę w domu... Na początku myślałam że będzie fajnie, że odpocznę, poobijam się ale w praktyce wygląda to inaczej... Od siedzenia w domu zaczynam wariować, chciałabym pójść do pracy ale jest jedno ale... mam małe dziecko więc tu zaczynają się schody...
trama (2010-11-11 12:55:10):
Też kiedyś robiłam na zmiany. Na dłuższą metę to bardzo męczące. Ale i tak najgorsze jest bezrobocie. Można oszaleć.
 


Tam gdzie to konieczne, bądź surowy, ale nigdy nie obrażaj. Surowość można wybaczyć, obrażania nigdy. bł. Arnold Janssen








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl