Treść historii:
Z góry uprzedzam że nie mam nic do tych psów, sam w swoim życiu miałem dwa wspaniałe rottwailery.
Kiedyś, kiedy jeżdziłem z rodzicami na działkę, a byłem mały, jakieś 8 lat i jeszcze takie pobyty mnie kręciły, miałem tam kolegę, który też przyjeżdżał tam z rodzicami, z którym spędzam większość czasu.
Mieliśmy z nim taką zabawę, jeśli akurat gospodarzy nie było na którejś z działek to się wbijaliśmy za ogrodzenie i zwiedzaliśmy teren.
Pewnego razu pomyślałem, że czemu by nie zwiedzić tej działki, dwie od mojej, która ma bramę, pod którą jeszcze mogę przejść... Kolega mi mówi, że to zły pomysł bo chyba wczoraj widział rottwailera Rokiego. Ja mu mówię, że nie Roki wyjechał dwa dni temu, to nie był on... więc on mówi, żebym ja poszedł i sprawdził, ewentualnie dał mu znak.
Przeszedłem pod bramą bez kłopotu, zacząłem się zbliżać do domku... nie czułem strachu, gdyż byłem przekonany ze Rokiego nie ma. Nagle usłyszałem odgłosy z domku, coś jakby stukot psich pazurów o podłogę. Zacząłem się wycofywać, kiedy przeciskałem się przez bramę, wyskoczył Roki... na szczęście nie zdążył.
Wyświetleń: 190