Treść historii:
Macie czasami takie dni, w których macie jakiś cel, ale żeby go wykonać musicie zrobić 100 pierdół? Znaleźć, wziąć, pogadać, użyć czegoś zdobytego wcześniej? Jak jakaś przygodówka na pc'a. W stylu Discworld, albo Course of Monkey Irland. Ja tak czasami mam. Przykładowo wczoraj chciałem się przepisać na zajęcia w usosie.
Musiałem wstać wcześniej aby pojechać do usosa, wcześniej musiałem wziąć wolny dzień. NA miejscu mnie powiadomiono że potrzebuję pisemnej zgody prowadzącego do którego chcę się przepisać.
Akurat miał monografy więc poszedłem na nie, pod koniec wykładów okazuje się że muszę mieć wydrukowane podanie, raz dwa schodzę do informatycznej je napisać i wydrukować... ale nie ma drukarki... Postanowiłem pójść do banku, wybrać trochę pieniędzy i pójść do kafejki i to wszystko zrobić.
Z bankiem poszło łatwo, ale kafejki nie było już.... kiedyś była...
Popędziłem więc do Empiku, okazało się że kawiarenka jest ale potrzebny jest własny sprzęt... Poszedłem więc do kawiarenki w metrze centrum gdzie napisałem szybko jakiś podanie... wracam z nim do szkoły, ale prowadzącego już nie było.
Wyświetleń: 163