Romans...


Treść historii:
Nie wiem czy znajde tu kogos o podobnej historii, ale bardzo bym chciała. Miałam romans z własnym szwagrem, tzn szwagrem ciotecznym, a dokładnie mężęm mojej siostry ciotecznej. Pokrewienstwo bardzo bliskie- moja mama i jej tata to rodzenstwo rodzone. Nie zakochalismy sie w sobie od razu, to znaczy na pewno ja sie nie zakochałam. Było 5 lat po ich slubie, gdy to wszystko sie zaczeło. Nigdy nie byli szczesliwym małżeństwem, to chyba każdy widział. Ślub wynikł z powodu ciąży. Spotykalismy sie ze soba 9 miesiecy. Żona wiele razy przeczytała smsy ode mnie, raz nas nakryła na pocałunku, tak naprawde wiedziała juz pozniej o wszystkim. Nic z tym nie robiła w sumie. Ja przestałam sie pojawiac jakos zbyt czesto u nich, jak ona juz sie zorientowała i moze stwierdziła ze to koniec. Nie mieszkamy w jednej miejscowosci. On jezdzi tirami i bardzo czesto był w mojej miejscowosci gdy wracał lub jechał w trase, wiec wszystko było ułatwione. Ciezko nam było sie rozstac, nie potrafilismy. On nie chciał zostawic dzieci, ja nie potrafiłam rzucic tego, trwałam w tym, jednoczesnie godzac sie na taka sytuację. Po 9 miesiacach dojrzałam do tego zeby to zrobic i powiedziec ze to koniec. Trzy razy juz probowałam wtedy, ale nigdy nie wychodziło, wracalismy. Za 3 razem powiedziałam dobitnie ze to jest definitywny koniec i nie chce zadnego kontaktu. Niestety, on nie potrafił zrozumiec, trabił tirem pod oknem, gdy przejezdzał... Probował przez kolegow sie ze mna kontaktowac. Zmieniłam numer. Z nikim sie nie zwiazałam przez prawie rok. Pozniej byłam nie całe 3 miesiace z chłopakiem, ale szybko sie zaczeło i szybko skonczyło. Myslałam ze sie zakochałam ale szybko mi przeszło. On zaczał dzwonic spowrotem, zdobył moj numer, w sumie zaden problem- jestesmy rodzina. I tak od nie całego pół roku dzwoni co jakis czas. Na pączatku nie chciałam z nim rozmawiac, ale to wszystko było silniejsze ode mnie. Poszło w niepamiec, jak zadzwoni, rozmawiamy sobie jak dobrzy znajomi. Probowałam nie odbierac telefonow od niego, zeby przestał dzwonic, bo tak jest łatwiej, nie słyszec go, nie rozmawiac, ale nie dałam rady. Nie wiem co on mysli, czy wie ze nadal go kocham... Czy on mnie kocha? Byc moze. Beznadziejna, wrecz chora sytuacja. Ciezko zyc ze siwadomoscia, ze kocha sie kogos, kto prawdopodobnie kocha i Ciebie, a nigdy nie bedzie Twój... Od dwoch lat nie potrafię uwolnić sie od tego uczucia, z nikim sie nie mam ochoty nawet spotykac, bo na poczatku probowałam, ale zawsze nic z tego nie wychodziło, bo nie potrafie zapomniec... Nie wyobrazam sobie życia z kimolwiek innym.

Wyświetleń: 563





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
prayer (2009-03-06 16:05:42):
Wydaje mi się, że względnie sporo osób doświadcza bliższych zażyłości (o podłożu seksualnym) we własnej rodzinie. Mam na myśli dalsze stopnie pokrewieństwa.

Ja osobiście znam rodzinę, w której dwoje 20 letnich kuzynów (on i ona) spotkali się pierwszy raz właśnie w tym wieku i, cóż, no stało się, świata poza sobą nie widzą.
extysel (2009-03-06 16:31:46):
całkiem zakręcona historia. Jeżeli go kochasz, to może spróbujesz ułożyć sobie życie z nim? Po co tak cierpieć?
perełka89 (2009-03-06 20:09:14):
Chciałabym ułozyć sobie z im zycie, bardzo mozliwe ze i on by chciał. Jednak nadal jest zonaty i nic nie słyszałam o tym ze ma sie rozwieść. Nie jest szczesliwy, ciezko jest nam oboje- tak mysle. Nie rozmawiamy na ten temat, jak wspominałam traktujemy sie jak dobrych znajomych, ale w srodku ja troaktuje to wszystko duzo dogłebniej. Jak jest z jego strony? Musiałabym tak naprawde zapytac, a nie wiem czy warto cokolwiek ruszac. Do cierpienia chyba sie przyzwyczajam.
BARTEKCZ15 (2009-04-03 19:49:54):
Jeżeli naprawde go kochasz nie utrzymój z nim kontaktów bo w taki sposób nigdy się nie odkochasz a widać że chcesz to skończyć. Nie rujnój mu życia i sobie też. Uważam że możesz stracić przez to szacunek ze strony rodziny.Nawet jeśli się rozwiedzie nie powinnaś się znim kontaktować bo wszystko spadnie na Ciebie. Zrób i tak co uważasz za stosowno. Zycze powodzenia.
SAMANTA (2010-09-04 18:39:01):
beznadziejna sytuacja, troche po świńsku że spotykałaś się z mężem siostry ciotecznej. Ale cóż stało się. Jeśli wam na sobie zależy to spróbujcie
 


... żyć to przecież znaczy iść naprzód, piąć się w górę, ku doskonałości, i osiągać ją. Borys Pasternak








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl