Treść historii:
Dwa lata temu pojechałam z moim chłopakiem do Egiptu. Spędziliśmy wtedy cudowne dwa tygodnie pełne przygód.
Jedną z nich była wycieczka na quadach do pustynnej wioski Beduinów, zwiedzanie i powrót.
Na wycieczkę pojechaliśmy w 6 osób (wszyscy znajomi). Świetnie się bawiliśmy, zwłaszcza mój chłopak, który na quadzie czuł się jak ryba w wodzie.
Wracając z wioski mieliśmy drobne przejścia z burzą piaskową. Nie miałam pojęcia, że piasek można wyjmować z tak przeróżnych miejsc ;)
Kiedy ekipy się zbierały, a my mielimy wsiąść w busiki i zostać rozwiezieni po hotelach, miała miejsce mało przyjemna sytuacja.
Mianowicie jedna z dziewczyn, samotna Rumunka, która chyba w pojedynkę przyjechała do Egiptu przez całą wycieczkę była obłapywana przez Arabusów.
Wycieczka skończyła się koło 19, a ona na 20:30 miała samolot (głupia, kto działą na takim styku). Dlatego my mieliśmy poczekać aż busik zrobi kurs do jej hotelu, na lotnisko i przyjedzie po nas z powrotem. Czekaliśmy jakieś 20 minut i okazało się, że 4 arabów (którzy ją odwozili) i ona sama wrócili busem i kazali nam wsiadać.
Wszystko niby ok, gdyby nie to, że dziewczyna była cała zapłakana i roztrzęsiona. Próbowaliśmy z nią porozmawiać, ale nie dało rady, a arabowie nas bacznie obserwowali.
Do tej pory nie wiemy, czy płakała bojąc się, że spóźni się na samolot, czy raczej do czegoś w tym busie doszło :(
Wyświetleń: 262