Miałam kota


Treść historii:
Przez większość swojego życia miałam koty. Od dziecka bardzo kochałam te zwierzęta i tak przez lata byłam miłośniczką kotów. Moi rodzice nigdy nie chcieli mi kupić psa bo uważali że w bloku będzie się męczył, więc godzili się na kota bo taki wychowany od maleńkiego w domu nie potrzebuje wolności. Ważne by ktoś się nim opiekował i go głaskał gdy ten będzie miał na to ochotę.
Tak mijały lata, w końcu rodzice postanowili wybudować dom za miastem i wyprowadziliśmy się z Warszawy. Byłam nastolatką więc nie byłam zachwycona, ale mogłam wreszcie mieć koty i psa. Oczywiście dachowiec, który przez lata mieszkał w Warszawie w mieszkaniu i nie znał wolności, szybko zginął pod kołami samochodu. Potem miałam wiele kotów, ale nie były to już takie koty domowe, chodziły po ogrodzie własnymi ścieżkami i nie były już tak z nami związane. Potem gdy dorosłam i wyszłam za mąż i po dwóch latach zaszłam w ciąże moja historia z kotami skończyła się. Po pierwsze przez to, że wyprowadziłam się z rodzinnego domu, a po drugie podczas badań w kierunku toksoplazmozy okazało się że jestem nosicielką tej choroby. Kosztowało mnie to wiele nerwów bo wiadomo jaki wpływ na płód ma ta choroba. Na szczęście okazało się po wielu dodatkowych badaniach, że moje dzieciątko nie było zagrożone gdyż okazało się że chorowałam na toksoplazmozę dawno, a choroba ta jest grozna dla płodu gdy zachoruje się na nią będąc już w ciąży.
Wszystko zakończyło się dobrze urodziłam zdrową córeczkę, ale wtedy przysięgłam, że już nigdy nie będę miała kota, gdyż to właśnie koty uważane są za nosicieli toksoplazmozy.
Przysięgałam, ale cztery miesiące temu dostałam od znajomego półtorarocznego, krótkowłosego, błękitnego kota brytyjskiego. Moja dziś już ośmioletnia córka i ja zwariowałyśmy na jego punkcie. To wspaniała rasa, przyjacielski, czysty, mądry, grzeczny i do tego piękny o mięsistej sierści w kolorze szaro-błękitnym.
Miałam w swoim życiu tyle kotów,ale ten okazał się być wyjątkowy.
Niestety dokładnie miesiąc temu mój brat wypuścił go przypadkiem z domu i kot poszedł zafascynowany wolnością, której nigdy wcześniej nie zaznał. Do tego nie był wykastrowany więc to dodatkowo wpłynęło na jego decyzję żeby nas opuścić. Minęło już tyle czasu a on nie wrócił. Ktoś go złapał , albo jak mówi mój pewien znajomy coś go dzikiego pożarło. Jezdziłyśmy z córka po okolicy i szukałyśmy go, rozwieszałyśmy ogłoszenia i wrzucałyśmy ludziom do skrzynek pocztowych, jednak nikt się nie odezwał, że go widział.
Był u nas zaledwie trzy miesiące, ale nigdy nie pokochałam tak zwierzaka jak właśnie tego, i nie dlatego że był rasowy i piękny, ale dlatego ze żaden mój kot nie chodził za mną krok w krok jak ten i nie siedział na przeciwko mnie na stołku w kuchni opierając swój pyszczek o blat stołu tak jak on. Robił to zawsze gdy jadłam sama. Patrzył na mnie tymi wielkimi pomarańczowymi ślepiami tak jakby mnie rozumiał. Długo jeszcze nie pogodzę się z jego stratą i znowu przysięgam sobie że nigdy nie będę już miała kota.

Wyświetleń: 297





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
minia (2009-03-01 21:17:54):
Nie martw się. Koty mają takie tendencje, że znikają niespodziewanie, a potem równie niespodziewanie pojawiają się pod naszymi drzwiami.
Mystery (2009-03-01 21:25:27):
Współczuję. Wiem, jak można przywiązać się do pupila. Ostatnio też zginął nam ukochany kot: mój dom rodzinny położony jest w lesie, więc na takiego kota, który lubi sobie pohasać na świeżym powietrzu, czeka całe mnóstwo niebezpieczeństw..Nie ma go już ok. miesiąc czasu, jednak moja mama ciągle liczy na to, że może wróci. Biedne zwierzaki.
Szmergiel (2009-03-01 21:27:21):
Pamiętam jak moja babcia miała kota Mazeppe. Pewnego razu, kot ten spadł z balkony z trzeciego piętra, babcia go szukała przez trzy dni, pomagała jej ciocia. Już myśleliśmy że Mazeppa przepadła... kiedy to pewnego razu, moja ciocia idąc do babci wieczorem dosłyszałą miauczenie dobiegające z piwnicy... to była Mazeppa :)W mieszkaniu długo i głośno miauczała ze szczęścia, że wróciła cała i zdrowa do domu....

Innym razem, szedłem swoją ulicą, kiedy podjechała limuzyna, w której była pani. Spytała mnie wtedy czy widziałem takiego i takiego psa, opisała mi go bo dostała cynk że podobny jest w tej okolicy. Biały, kulawy kundel bez ogona. Powiedziałem że niestety nie.... ona wjechała w boczną uliczkę.... ale po 100 metrach, idę patrzę, identyczny pies, jakiego ta pani szukała!

Zacząłem więc biec przez całe osiedle, zawróciłem, zobaczyłem ten samochód z daleka, a w środku była ta pani, zakręcała. Jak mnie zauważyła, wiedziała już że znalazłem jej zgubę...

Okazało się że Cezar, bo tak miał na imię ten pies, został przygarnięty ze schroniska na Paluchu, parę miesięcy wcześniej, później uciekł i przez 2 tyg, do momentu w którym go zauważyłem zabłąkał się 30 km od miejsca z którego dał dyla :)

emes (2009-03-01 21:29:35):
na pewno wróci, w koncu koty maja 9 żyć:)
katastrofix (2009-03-03 13:09:41):
Głowa do góry, wszystko się dobrze zakończy.
extysel (2009-03-03 16:56:45):
Jestem przekonany, że kociak wrócił. Poczuł zew wolności i przygody. Jak mu się znudzi to wróci :) nie trać nadziei
kaniina (2009-03-17 22:40:20):
Też miałam takiego kiciusia. W moim domu zawsze były jakieś koty, lecz niestety ostatnio moja mama powiedziała NIE i już od ponad roku nie miałam żadnego, ale z wielką chęcią zmieniłabym tą sytuacje. Zazwyczaj wszystkie koty najbardziej lubiły chodzić do mojego taty. Zyskiwał ich sympatię głównie przez ryby. Raz wzięliśmy od babci malutkiego, ślicznego czarnego kotka. On w przeciwieństwie do pozostałych wybrał sobie mnie. Do mojego taty rzadziej chodził niż do mnie. Zawsze przeszkadzał mi w obrabianiu lekcji, ale to akurat było bardzo słodziutkie i fajne. Dokładnie 1 grudnia 2005r, kiedy kotek miał 6 miesięcy wróciłam ze szkoły i mama oznajmiła mi że mój kochany kiciuś już jest zakopany w ogródku. Najprawdobodobniej został otruty przez siąsiada, podiadającego gołąbki co wszystko tłumaczy. No ale co zrobić, to co dobre szybko się kończy. Mam tylko nadzieję ze natrafię jeszcze kiedyś na takiego samego kotka.
hancza231 (2009-03-20 11:46:11):
Kiedyś mój kotek zginą na ponad 3 miesiące. W domu byliśmy już przekonani, że się już nie odnajdzie. Kotek znalazł się przypadkiem jak któregoś razu byłam na spacerze. Okazało się że kotka pogonił pies i nie mógł wrócić. przygarnęli go dobrzy ludzie. Teraz z powrotem jest u mnie i dużo bardziej pilnuje się domu :)
 


Autobusy są punktualne tylko wtedy, gdy jadą w przeciwną stronę.








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl