Happy birthday


Treść historii:
Cóż, nadchodzi kiedyś taki moment, kiedy kończy się 18 lat. Do celebracji tego wydarzenia nie ma chyba nic lepszego niż @ . Już około 18:15 zjadłem pierwszego dropsa w domu, podczas obiadku z rodziną. Był do Star Dust, który zaczyna działać dopiero po 2 godzinach, więc wyliczyłem, że akurat kiedy będę w okolicach klubu, gdzie miałem spędzić te urodziny, Umówiłem się o 19:30 (ehh, zawsze się patrzy na zegarek czekając) na stacji metra z Achillesem, Horsefuckerem, Kochanem, Imperatorem i kumplem Achillesa, Michałem, od razu postawiłem im po 2 piwa, sam wypiłem jedno i zaczęliśmy iść do metra. Już podczas picia piwa poczułem charakterystyczne objawy ładowania się (czy to już czy jeszcze nie?) i wiedziałem że zaraz będzie cudownie. Akurat tuż po skończeniu piwa zaczęliśmy iść przez boisko i poczułem zalewającą mnie falę szczęścia. Zacząłem podskakiwać, zrzuciłem kurtkę i zacząłem wywijać nią na wszystkie strony.
Kumple się ucieszyli widząc moje zachowanie. Dałem jednemu z nich (nie powiem któremu, tajemnica) różowego Love (to był jego pierwszy raz). Weszliśmy do metra, a tam oczywiście policja. Ale oczywiście w ogóle się tym nie przejąłem, odwróciłem się tylko tyłem, żeby nie widzieli moich oczu, po czym prowadziłem dalej normalny dialog z kumplami. Dojechaliśmy do klubu, tuż przed wejściem połknąłem drugiego Star Dusta, po czym wszedłem do środka i zaczęło się...
Zaprosiłem do klubu wszystkich znajomych (z tego połowę namówiłem na dropsa, chciałem żeby wszyscy czuli się jak ja). To coś niesamowitego, nie porównywalnego z żadnym innym uczuciem, kiedy idziesz w ekstazie po klubie, a tam co chwila jakiś przyjaciel, który składa ci życzenia i daje prezent, bądź choćby buziaka. Chodziłem tylko między stolikami najszczęśliwszy na świecie i prawie płakałem ze szczęścia. Minimalnie psuło mi humor to, że dealerzy nawalili, nie udało się prawie nic załatwić, więc oprócz mnie w takim stanie było może z 6 osób (a planowałem że jakieś 20). No, ale od czego mamy alkohol...
Ola też wzięła zjadła 2 dropsy, ale miała chyba słabszy organizm, bo zachowywała się zupełnie inaczej, niż się spodziewałem, miała niemal zamknięte oczy, nie bardzo kontaktowała z otoczeniem, a na parkiet to ją przez 30 minut musiałem wyciągać. Na każde kobiece pytanie przed imprezą, co chcę dostać w prezencie, odpowiadałem: Buziaka!!!.
Wyobraźcie więc sobie, co czułem, kiedy wszystkie dziewczyny zaczęły dawać mi "prezenty". Uznałem, że narodziłem się dla tej chwili i wszystkie moje wcześniejsze dni, to był tylko wstęp, prolog do tego najcudowniejszego wieczoru. Siedziałem sobie z Fetim i Elfem i nagle poczułem, że ładuje mi się drugi drops. Zacząłem skręcać się i wywijać rękami, wydobywając z siebie dzikie odgłosy, po czym powiedziałem:
"Tak wygląda przemiana człowieka bardzo szczęśliwego w jeszcze bardziej szczęśliwego". Od tej chwili wszystko było jak piękny sen... I to, jak niektórzy postanowili mimo wszystko dać mi jakieś materialne prezenty, nawet drobne, ale ja tego wieczoru cieszyłem się ze wszystkiego. Prezerwatywy, wino i woda po goleniu przerosły moje najśmielsze marzenia. Obcałowywałem wszystkich gości i dziękowałem po kilka razy za to, że zachciało im się przyjść.
I to jak kupowałem masowo piwa, w sumie kupiłem ze 30, przy czym wypijałem z każdego 1/3, a resztę zostawiałem kolegom. Rano, jak zajrzałem do portfela, to troszkę się wkurzyłem, ale czego się nie robi w takie cudowne dni... I to jak siedziałem z Achillesem, Horsefuckerem i Michałem, po czym każdy wymyślał krótki dwuwiersz na moją cześć i piliśmy moje zdrowie, po czym kolejka zaczynała się od nowa. Trwało to chyba z 20 minut.
I to jak, wywijając charakterystycznie rękami poszedłem do baru, gdzie jakiś koleś pyta: "Przepraszam, czy jest coś poza alkoholem? Jakiś sok?", a barman: "Tak, kurwa. Z dzikiej róży". Koleś odszedł wściekły od baru, a ja pytam: "Ale na pewno nie ma nic poza alkoholem? Jakiś Red Bull?". Barman patrzy mi w oczy i mówi: "Dla ciebie Red Bull to jak alkohol":) I jak Achilles, najebany w 4 dupy, postanowił wysłać SMSa do rodziców, że zostanie dłużej. Zapomniał tylko, że pożyczył telefon od własnego ojca, więc wysłał SMSa na ten sam nr z którego pisał. I zdzwił się, że nie doszło...
I jak Kochan wsypał 150 mg fety do piwa, po czym wypił je na spółkę z Imperatorem, Elfem i Fetim, co sprawiło, że oni też mogli dotrzymać mi kroku w tańcu. Oczywiście potępiam takie chamstwo, jak wsypywanie czegoś do piwa bez wiedzy współpijących, ale że oni od dawna chcieli spróbować (osobiście odradzam, feta to gówno), to wszyscy byli zadowoleni i całą noc szaleli na parkiecie.
I jak poznana na imprezie Beata chciała mnie nauczyć swojego adresu, co jej się w końcu udało. Z tym, że te próby tak mi się wryły w podświadomość, że kiedy zupełnym przypadkiem spotkałem ją na ulicy następnego dnia, to na jej przywitanie: "Cześć Tomek", odpowiedziałem: "Numer 8 mieszkania 15!!!".
I to jak siedziałem obok Imperatora, a pomiędzy nami była Ola, po czym objęła nas obu mówiąc że jesteśmy cudowni, a ja pomyślałem, że chciałbym do końca życia tak siedzieć i siedzieć w takiej atmosferze. I to jak co chwila wracałem z parkietu, cały mokry, biegłem do łazienki, oblewałem się wodą, szedłem po piwo, wypijałem jedną trzecią, po czym niemal siłą zaciągałem wszystkich znowu na parkiet. Taki cykl powtórzył się minimum 20 razy. I jak stałem w kolejce do kibla, a tu nagle wbiegł jakiś małolat (a ja to już niby dorosły jestem, hehehe) i rzygnął na podłogę, potem poprawił tuż przed pisuarem, a jak już doszedł do kiblu to nie mógł się zrzygać. Moja ciekawska natura kazała mi się pochylić nad jego wymiotami i ujrzałem tam... kilkanaście grzybów- nie pogryzionych, nie strawionych, lecz tak jakby prosto ze sklepowej lady.
I to jak widząc moje popisy na parkiecie (podobno tańczyłem 3 razy szybciej od rytmu techno!!!) bez przerwy podchodziły do mnie dresy i pytały czy mogę im skołować @, a ja z uśmiechem odpowiadałem, ze wypiłem 2 piwa. Tak a propos, zawsze jak jestem w takim stanie na parkiecie, to wszyscy odsuwają się ode mnie na minimum metr, bo wywijam rękami na wszystkie strony i niejeden (niejedna) dostał już przypadkiem po gębie...
I to ogólne wrażenie z tej imprezy: czyli idę szczęśliwy, z uśmiechem wymalowanym na gębie, i co chwila widzę jakąś znajomą twarz, która podchodzi i składa mi życzenia, obejmując mnie. I nawet ochroniarze, barmani i stary szatniarz się do mnie uśmiechają. A ja jestem taki lekki, że czuję, ze zaraz mogę polecieć, każde zdanie wychodzące z moich ust jest jakby pisało je kilku najwybitniejszych pisarzy. I to jak koło 3 już mieli zamykać klub, a my zdecydowaliśmy, że jedziemy jeszcze na domówkę, na którą wkręcił nas Imperator. Weszliśmy na miejsce, usiedliśmy w kuchni, po czym ja z Kochanem non stop rzucaliśmy niewybredne aluzje pod adresem towarzyszącej nam Magdy z II klasy. I to jak wszyscy sobie przypomnieli, ze nie dostałem jeszcze 18 pasów w dupę, dorwali mnie, położyli na gospodyni i zaczęli lać, a ja prawie nie czułem ciosów. Następnie radzili mi, żebym usiadł na czymś zimnym, a ja wybrałem kaloryfer, mówiąc: "Ciepła dupa-dobra dupa".
I jak próbowałem zdefiniować urodę gospodyni i doszedłem do wniosku, że jest brzydka, ale jednocześnie niesłychanie pociągająca. (Dziewczyny uważajcie po @, łatwo wam będzie stracić dziewictwo...) Wróciłem około 6 do domu, wstałem o 9, a wytrzeźwiałem dopiero jeszcze następnego dnia o 8 (inna sprawa, że poszedłem do Hybryd )

Ave Ekstaza!
Ave Przyjaciele!

Wyświetleń: 227





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
 


Naśladowanie rzeczy starożytnych jest chwalebniejsze niż naśladowanie nowoczesnych. Leonardo da Vinci








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl