Treść historii:
Dzisiaj na zajęciach z prawa profesor opowiadał, jak to za jego studenckich czasów (gość jest grubo po 70, ale trzeźwy umysłowo) wyglądał egzamin z logiki.
Egzamin był ustny, a profesor egzaminujący miał wyjątkowo specyficzne poczucie humoru.
Jeden pechowiec dostał pytanie, ile w sali jest żarówek? Szybko przeliczył, że pięć i takiej właśnie udzielił odpowiedzi. Profesor wyraźnie poweselał, kiedy mówił, że zaprasza na termin poprawkowy. Ale dlaczego? - pyta student, a w tym momencie profesor wyjmuje z kieszeni szóstą żarówkę i mówi - a bo ja mam w kieszeni jeszcze jedną.
Na egzaminie poprawkowym student dostał dokładnie to samo pytanie. Policzył, raz, dwa, trzy... pięć! Ale myśli sobie, aha, tym razem się nie dam, będę cwańszy. I mówi, że sześć!
Profesor znów wyraźnie uradowany oznajmia, że zapraszam na egzamin komisyjny, ponieważ tym razem nie mam ze sobą żarówki.
Student w tym momencie wyciąga z kieszeni swoją i mówi, ale ja mam...
Wyświetleń: 685
| Treść: | Pomógł: | Zgłoś: |
rivanel (2009-02-26 00:50:09): tekst uchodzi juz właściwie za urban legend :P |
| |
prayer (2009-02-26 00:52:51): ja nie znałem i mnie rozwalił :P |
| |
extysel (2009-02-26 13:16:11): ale gość :D |
| |
milosnikbmw (2009-02-26 13:17:07): kiedyś słyszałem to od kolegi, dobre :) |
| |
MarcowyZając (2009-03-17 10:53:48): Zajebiste!!!
Prof. S... szacuneczek się należy!!! |
| |
inkogut (2009-03-31 15:55:59): oj tak, należy mu się :P |
| |
Niepoprawny_romantyk (2009-03-31 16:05:53): Heh.. ;D ja też tego nie znałem ;D dobre ;p hehehe ;) |
| |
kaniina (2009-04-06 22:10:18): Niezły koleś :D jak to warto być pomysłowym człowiekiem :D |
| |