Treść historii:
Jestem tutaj nowa, nazywam się Agnieszka i mam 28 lat. Trochę dziwnie się czuję, pisząc, ale musiałam w końcu wyrzucić to z siebie... Mam męża i 1,5 rocznego syna. Znajomych mamy wielu, ale to tacy znajomi "na kawę", a nie do pogadania. Mąż czesto spotyka się ze swoimi kolegami lub znajomymi z pracy. Ja siedzę z synem w domu, a popołudniami gdy mąż wraca z pracy, ja idę do pracy. Wracam późnym wieczorem.
Miałam do niedawna przyjaciółkę (a przynajmniej tak sądziłam)...Jest młodsza ode mnie, ma 24 lata. Jest też matką chrzestną mojego dziecka. Tzn. była, bo teraz nie chce mnie znać.
8 miesiecy temu moja przyjaciółka poznała chłopaka, w którym się zakochała i po 3 miesiącach znajomości zamieszkali razem. Wszystko byłoby ok, tylko ten facet nie pochodzi z "dobrego towarzystwa", pali trawkę prawie codziennie, przeklina itd. W dodatku gdy się kłócili, to on wciągnął w to wszystko mnie... Zadzwonił do mnie i płakał przez telefon, że mam mu pomóc bo ona chce odejść od niego. Zamknął ją w mieszkaniu i zabrał jej telefon, żeby nie wyszła. Powiedział, że jej nie ufa z powodu jej przeszłości (ona kiedys bardzo lubiła seks i zaczepiała niemal każdego faceta). Powiedziałam mu, że musi jej zaufać i zapomnieć o przeszłości. Mówił mi takie rzeczy, że dziwię się, po co on w ogóle z nią jest. W dodatku dostała od niego zaqkaz wychodzenia z kimkolwiek i zakaz picia.Uważał, że jak tylko pozwoli jej się napić, to ona od razu z kimś się "puści". Powiedział też, że jeśli ona kiedykolwiek go zostawi, to będzie miała przerąbane życie, bo on jej nie da spokoju. Przedstawił ją jako osobę niezrównoważoną, która cały czas czymś rzuca (np. talerzami), wrzeszczy i się kłóci. Spytał, czy może znam przyczynę. Powiedziałam mu jedynie, że ona jest uparta i że zawsze czepiała się szczegółów - zawsze tak było, że jej coś nie pasowało, nawet jak wszystko było super. I byc może teraz jej też coś nie pasuje, ale niech porozmawia z nią i spyta się jej. Potem oni się pogodzili i znowu pokłócili, i tak w kółko. Jak się kłócili, to on mi smsy pisał, że ona rzuca w niego i że on sobie nie pozwoli na takie traktowanie, i że boi się, że jej coś zrobi najgorszego. Mieli nas odwiedzić ostatnio i przyjść na wódkę, ale się pokłócili i ona przyszła sama do nas. On powiedział, że się zastanowi czy przyjdzie, ale po 4 godzinach nie dał znać i stwierdziliśmy, że chyba nie przyjdzie. Zadzwoniła do niego,a on powiedział, że nie przyjdzie bo ona ma fochy i że on siedzi z jakimś kolegą i piją. A ona stwierdziła, że skoro tak, to my też się napijemy, bo ustalaliśmy wcześniej, że chcemy się spotkać i napić wódki. On jej powiedział: tylko spróbuj, to zobaczysz. Ale ona złamała zakaz no i właśnie w tym problem. Napisał mi smsa, że on jej już nie ufa i żeby się do niego nie odzywała w ogóle, bo ona myśli tylko o sobie. Ja mu napisałam, że niech sobie sami pogadają i że ja nie jestem sekretarką. A on na mnie wyskoczył, że nie można mi ufać i że nie chcę mu pomóc. Później ona poszła do domu i nazajutrz on mi napisał, że nie życzy sobie, abym kiedykolwiek przychodziła do nich i że on też juz nigdy nie przyjdzie, i że myślę tylko o sobie i próbuję na siłę utrzymać znajomość z przyjaciółką. Później ona napisała mi, że mam do niej więcej nie pisać i że ciekawe, czy byłabym w stanie powtórzyć te "wszystkie złe rzeczy, które powiedziałam jej chłopakowi"...
I że ja ich nastawiam przeciwko sobie.
No to tyle w skrócie... Nie ukrywam, że żal mi utraconej przyjaźni, o ile tak to można nazwać, ale teraz widać pod jakim wpływem ona jest i że on mąci, żeby nas skłócić... :( ja te smsy od niego zachowałam na wypadek, gdyby były kiedyś potrzebne bo nigdy nie wiadomo, co tak świr może zrobić. Napisałam jej, co o nim myslę, że on nia manipuluje i próbuje ją odizolować, ale ona mi nie wierzy. Nie wiem, jak jej pomóc... ona nie chce mnie znać :(
Wyświetleń: 31