Treść historii:
Kiedy byłam mała, miałam wiele kotów, ale najbardziej lubiłam szaro-białą kotkę Mulę. To było naprawdę niesamowicie cierpliwe zwierzątko. Robiłam z nią wszystko.Myłam, woziłam w wózku dla lalek.Nigdy mnie nie drapnęła, choć miała powody. Przy tym była taka urocza. Była z nami długo- jakieś 10 lat.Później nagle zniknęła. Słyszałam,że koty, kiedy mają umrzeć, uciekają z domu. Myślę, że do mojej Muli to pasowało...
Potem przez długi czas nie miałam kota, aż do momentu, kiedy pod nasze drzwi ktoś podrzucił młodą kotkę.Postanowiliśmy ze ją zatrzymamy. Jak się można było tego spodziewać, Okruszka po pewnym czasie zaszła w ciąże i urodziła ślicznego czarno rudego kiciusia (a właściwie kiciusię) niestety, po 2 tygodniach młodą mamę potrącił ją samochód. Musiałam przejąć obowiązki Okruszki i zająć się małą. Karmiłam ją ze specjalnej buteleczki mlekiem z odrobiną masła (tak radził weterynarz) 5 razy dziennie.Spała w koszyku koło mojego łóżka.
Teraz Kicia ma ponad rok i trzech ślicznych potomków z których obie jesteśmy zadowolone:-) Bardzo lubię moją kocią rodzinkę, jednak często myślę o Muli. To był kot, którego kochałam i którego zawsze będę pamiętać.
Wyświetleń: 135