Treść historii:
Trafiam na bardzo fajne, atrakcyjne dziewczyny jednak zawsze wychodzi na to że to nie jest to. Patrzę na jedną z nich i widzę te zakochane oczy pytające o co chodzi... Wtedy mówię że to nie jest to i przepraszam, odchodzę. Nie potrafię się zakochać w żadnej z dziewczyn które nie znaczą dla mnie więcej niż zwykła koleżanka mimo tego że ide z nią za rękę, przytulam i całuje się z nią.
Wszystko zaczęło się 3 lata temu gdy spodobała mi się dziewczyna, moje zauroczenie (Bo tak to teraz nazywam) trwało około pół roku. Moje relacje z nią opierały się tylko i wyłącznie na rozmowach GG i dwóch spotkaniach ( Na oby dwóch dałem plamę).
Dziś dziewczyna która jest moim celem musi mnie poznać bliżej a gdy już pozna bardzo często zakochuje się we mnie.
I wtedy się zaczyna.
Wspólne spotkania, spacery, kolacje, rozmowy - wszystkie poważne, szczere i mam nadzieję że już jutro pokocham ją, nie będę bez niej mógł żyć. Budzę się a tu nic! I wracamy do 5 linijki pierwszego akapitu.
Nie wiem czy nazwałbym to złamanym sercem, poprostu brakuje mi kobiety która położy się przy mnie, przytuli i powie jak bardzo mnie kocha.
Wiem że ona gdzieś tam jest i na mnie czeka...
P.S.
Kochanie pośpiesz się :)
Wyświetleń: 169