Treść historii:
Druga hipnoza na reinkarnacje. Po wyjściu z jaskini moim oczom ukazał się rynek jakiegoś średniowiecznego miasta. Na wprost był port i stało kilka małych statków i łódek. Obok mnie był jakiś obelisk stojący po środku placu. Rok 872, Szwecja - nazwa miasta nieznana. Byłem 15 letnim chłopcem z długimi blond włosami o delikatnej twarzy. Miałem na sobie brudną, brązową koszulę. Chodziłem boso. Wraz ze mną stało dwóch kolegów. Wszyscy byliśmy biedni. Kolejnym wydarzeniem, które obserwowałem był gwałt na jakiejś dziewczynie. Wraz z kolegą złapaliśmy ją i zgwałciliśmy na tyłach jakiegoś domu. Najpierw ja, potem on. Najpewniej był to nasz pierwszy raz. Wypuściliśmy ją, kazaliśmy biec, a sami oddaliliśmy się. Dalej, grałem w karty w jakiejś spelunie, melinie. Przy stole oświetlonym świecami (w dość zresztą jasnym pomieszczeniu) siedziałem ja, oraz kilkoro moich kompanów. Piliśmy, knęliśmy. Pamiętam, że położyłem na stole sztylet, po czym zgarnąłem sakiewkę z pieniędzmi i wyszedłem po schodach na dwór. Była zima. Wracałem brzegiem jeziora. Dokąd - nie wiem. Kolejne zdarzenie opisywało to, co robiłem i kim byłem w tej reinkarnacji. Złodziej, rabuś i krętacz. Zobaczyłem sceny jak okradałem ludzi w mieście, jak zabierałem owoce i różne towary od kupców na rynku. Napadałem na pieszych na szlakach oraz włamywałem się do domów. Później była ona. Piękna dziewczyna o blond włosach, która okazała się być osobą, z którą byłem najbliżej związany w tamtym życiu. Kochaliśmy się u nas w domu na łóżku. W drugim końcu pokoju płonął ogień w kominku. Poza łóżkiem w pomieszczeniu znajdował się już wspomniany kominek, jakaś szafa, stół i dwa krzesła. Potwierdza to fakt, że pomimo stylu życia jaki prowadziłem - nie byłem bogaty.
W jakiś sposób wiedziałem, że ta dziewczyna nie jest moją żoną.
Dom, nie mój - bogato urządzony. Dom jakiegoś kupca. Włamaliśmy się do niego z grupą kompanów. Splądrowaliśmy kilka pomieszczeń, ogłuszyliśmy służbę, porwaliśmy małe dziecko (niemowlę) i żonę kupca. Uciekliśmy na wozie. Kolejną sceną była moja żona (teraz już nią była) rodząca mi syna. Wszystko miało miejsce w tym samym pokoju, co poprzednio. Jakaś kobieta czuwała nad nią i pomagała przy porodzie. Za mną stało dwóch towarzyszy. Była to dla mnie chwila, w której poczułem się najbardziej dumny w całym moim życiu. Z okazji narodzin syna poszedłem się urżnąć z kompanami.
Podsumowując moje tamtejsze życie, byłem na swój sposób łajdakiem, kradłem, oszukiwałem, rabowałem, napadałem, piłem alkohol i wykorzystywałem kobiety. Jednak z tego, co poczułem nigdy nikogo nie zabiłem i pomimo wszystkich występków w głębi serca nie byłem złym człowiekiem.
Wyświetleń: 591