Treść historii:
Wczoraj dowiedziałam się, że jestem chora na Hashimoto, chorobę autoimmunologiczną i co się za tym wiąże niedoczynność (tarczycy). Jest to nieuleczalne...
Pomyśleć, że już do końca życia będę musiała faszerować się jakimiś lekami i to jeszcze w takiej rozpisce, że się połapać nie mogę. W sumie to żałuję, że mi wykryli tę chorobę, to mi tylko teraz będzie życie uprzykrzać. Wciąż przyjmowanie leków, ciągłe wizyty u lekarzy, częste badania krwi...
Po co mi to wszystko. Bez leczenia też można jakoś funkcjonować, niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, że coś takiego mają, ba nie wiedzą, że coś takiego istnieje i jakoś z tym żyją. Ja dotychczas normalnie funkcjonowałam.
I tak nie da się tego wyleczyć, więc po co leki?
W dodatku moi rodzice muszą na razie za nie płacić. Mimo, że śpią na pieniądzach to mój tata bardziej martwi się, że będzie na to wszystko łożył nic przejmuje się moim zdrowiem. Z mamą inaczej jest, bo ona też na to choruje i jest pod ścisłą kontrolą lekarza. Ale i tak (nie wiedzieć czemu) jakaś się zrobiła od tej pory dziwna i w ogóle się nie odzywa jakby miała do mnie jakiś niewypowiedziany żal.
ale cóż poradzić.? życie nieraz płata figle...
Wyświetleń: 204