Straciłam przyjaciela


Treść historii:
Był jedyną osobą, która mnie rozumiała. Nigdy przed nikim nie otworzyłam się do tego stopnia, aż w końcu pyk, koniec, wszystko się sypło. A przez co? przez spotkanie w realu, bo wcześniej byliśmy internetowymi przyjaciółmi.

Tamtego dnia gdy wyszedł z pociągu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, rozmawiało nam się świetnie z resztą tak samo jak na gg... ale on w pewnej chwili ubzdurał sobie, że musi mnie pocałować, a to wszystko z jego strony tak przesadnie sztucznie wyglądało. Próbował mnie chwytać za rękę, ale za każdym razem ją wyrywałam śmiejąc się przy tym, starałam się zamieniać wszystko w żart. Przecież to była tylko przyjaźń, dlaczego na siłę chciał dokonać zmiany skoro nawet nic między nami nie iskrzyło. Wtedy się od niego odsunęłam, nie byłam taka otwarta.

Później ponownie mnie zadziwił. Kiedy byliśmy na dworcu zaczęłam gadać z pewnym gościem czekającym na pociąg, który siedział obok mnie, tak zwyczajnie o muzyce. Mój przyjaciel siedział parę siedzeń dalej bo były pojedyncze miejsca wolne gdy siadaliśmy. Widząc naszą rozmowę zaczął wypisywać do mnie dziwne smsy w stylu "zmień miejsce" "ja nie żartuję" x| Gdy ten gościu już odjechał, on podszedł do mnie i zaczął mi prawić lekko mówiąc psychiczne kazanie. Z tego co mówił mogłam wywnioskować, że wszyscy faceci to złodzieje, gwałciciele i najgorsi z najgorszych bandytów. Pytał się mnie, dlaczego lecę na nieznajomych ręce opadały... jego poglądy okazały się być skrajnie żałosne, mimo tego, że jest inteligentną osobą...hmm może aż za bardzo.

Następnego dnia doszło między nami do ostrej kłótni, w której praktycznie mało się wypowiadałam, okazał się być cholerykiem, pokazał swoje prawdziwe oblicze, trudny charakter, zaczął mnie wyzywać i wmawiać wiele innych rzeczy, bardzo mnie przy tym raniąc, po chwili zaczął mnie przepraszać, ale za dużo powiedział, więc z płaczem usunęłam swój numer.

Ogólnie spotkanie było spoko, nie licząc końcówki. Teraz brakuje mi tamtych rozmów... bo na prawdę się do niego przyzwyczaiłam i nie wiem co zrobić. Zagadać do niego? z drugiej strony boje się jego ponownego napadu agresji, nieracjonalnego, trudnego myślenia?

Trochę się rozpisałam ale krócej nie dało rady ;P

Wyświetleń: 182





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
kaniina (2010-01-19 16:54:53):
Rozstania nigdy nie są łatwe. Przyzwyczajenie również tak szybko nie minie, wiem coś o tym. Przed Tobą trudny okres, ale musisz sobie jakoś dać z tym radę.
Rozmawialiście kiedykolwiek że wasza znajomość jest czysto przyjacielska? Jeśli nie to miał prawo się tak zachować. Z Twojej strony może nic nie iskrzyło, ale nie wiesz jak było z jego strony. Może on czuje coś więcej do Ciebie i chciał spróbować, czy ma jakieś szanse, a skoro nie wyszło zachował się jak zachował. Nerwy robią swoje, nie zawsze można nad nimi zapanować. Co bym zrobiła na Twoim miejscu? Odezwałabym się do niego i spróbowała jeszcze raz porozmawiać na spokojnie. Może jeszcze nie wszystko jest stracone i da się odzyskać tą więź która was łączyła tym razem z wytyczonymi granicami, że to jest tylko przyjaźń. Pisałaś, że przeprosił więc ja na Twoim miejscu chciałabym chociaż spróbować dać mu jeszcze jedną szansę :)
tak
 


Wiedza jest drugim słońcem dla tych, którzy ja posiadają. Heraklit z Efezu








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl