Korporacja medialna- nigdy nie należy siępddawać


Treść historii:
Miałem dostać posadę redaktora w portalu pewnej telewizji. Pierwsze rozmowy odbyły się już w lipcu, a okres próbny rozpoczął mi się na początku września. Nigdy nie zapomnę, jak głodny (przez nerwy nie chciało mi się jeść, poza tym akurat wtedy nie było za bardzo w domu co zjeść) przebijałem się przez miasto, nie znając jeszcze dogodnego dojazdu na miejsce pracy. Poczekałem w holu kiedy przyszedł po mnie wydawca wydawanie i zaprowadził do newsroomu, gdzie mieściło się wszystko (był to okres przejściowy). Reporterzy pracowali jak w ukropie, producenci się darli kompletny chaos, z trudem wydawca odnalazł dla mnie komputer – Dobra siadaj tutaj, napisz o wielkoformatowych reklamach zasłaniającym ludziom widok na ulice w ich oknach, informacje masz w dzisiejszej prasówce oraz w internecie, nie śpiesz się, niech to będzie do 2,5 tys znaków) - Problem polegał na tym że byłem głodny, i nie przyzwyczajony do pracy w takich warunkach. Wcześniej pracowałem w pewnym dzienniku, gdzie w redakcji nic mnie nie rozpraszało. Odwaliłem straszny tekst, który może był zbudowany jak news, ale językowo był na poziomie czwartoklasisty. Już w tytule popełniłem błąd językowy! Pojawił się wydawca dałem mu tekst, on podał go szefowi portalu, wyszli gdzieś na chwilę, ja byłem strasznie spięty, wrócili po 5 min. - Jeszcze jeden – powiedział szef – O tym że dzieciom na Pradze zamykają świetlice dla trudnej młodzieży, brakuje pieniędzy, tekst jest w Gazecie Wyborczej, przeredaguj go, uważaj na błędy językowe- Zabrałem się do pisania.

Tekst wydawał mi się, napisany emocjonalnie, napisała go kobieta. Kiedy pisałem w dzienniku, chodziłem na konferencje prasowe, wyłapywałem te konkrety, które mnie interesowały. Podkreślam konkrety. Nie to że dzieciom będzie źle, chuj z nimi... o tym nie będzie 2,5 tys znaków, nawet z cytatami. Co pozostało mi zrobić? Zadzwoniłem z własnej komy do tego ośrodka, i dopytałem się kobiety o szczegóły. Tekst jaki napisałem był już lepszy, zawierał mniej błędów językowych, a jeśli chodzi o strukturę był w sam raz.

Dostałem szanse, szef mocno zjebał mój pierwszy tekst, troszkę pochwalił drugi, powiedział jakie błędy popełniłem. Dał mi czas do końca tyg. abym pokazał co umiem. Pisałem wtedy jakieś 5 tekstów dziennie, zrobiłem postępy i zostałem w tej firmie :) Co prawda, niedługo później zachorowałem, zupełnie przestałem pisać poprawnie i stres który z tego wynikał był 3 razy większy od tego jaki przeżywałem pierwszego dnia w pracy. Przez przeziębienie wydawało mi się że piszę teksty dynamiczne, które mi się dobrze czytało, a które jednak łamały wszystkie zasady dziennikarskiej sztuki. Nie było istotne co jest ważne w newsie a co nie. Zasada odwróconej piramidy przestała dla mnie istnieć. Nie wolno się jednak poddawać, wszystko po jakimś czasie wróciło do normy, kiedy rozdarty psychicznie przez swoich wydawców, którzy mielili każde moje słowo które napisałem, szef po prostu znalazł to co sprawiało że moje teksty były do dupy, przypomniał mi prostą piramidkę :). Tzn. Na górze piszemy to co najważniejsze, na dole to co najmniej istotne. Ehhhh.... Nigdy nie należy się poddawać.

Wyświetleń: 996





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
 


Egoista dobry sobie. Bilewicz Jerzy








podobnie.pl © 2012 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl