Treść historii:
Hej, bardzo lubię pisać. Zaprezentuję wam epicką historie, którą napisałem z kumplem. On jeden wers ja drugi..... Jeśli chodzi o opis, Robin jest epickim wojownikiem, przemierza, historyczny świat jak i ten fantastyczny, i robi prządek :) "Kto żyw niech zginie" ! Nie jest to więc Robin Hood :) Bardziej porównywałbym do Lobo z Dark Horses :) Mam nadzieję że wam się spodoba
ROBIN I PRAWDA
O BITWIE POD GRUNWALDEM
Wędrował Robin razu pewnego
Po kraju dalekim od domu swego.
Mijał grodziska i stare lasy,
Aż wtem dosłyszał zza wzgórza hałasy.
Dźwięk lanc i kopyt pochwycił do uszu,
Krzyki odwagi i animuszu.
Ach! Jakaś armia o guza się prosi!
To szczęście, że elfie swe ostrze nosił!
Zaczął się skradać więc z mieczem w dłoni,
By przyjrzeć się z bliska tej dzikiej pogoni.
Wnet ujrzał w dolinie rycerzy grupy,
U stóp zaś walczących koszmarne trupy.
Skoczył jak piorun ku tej gromadzie
– Święty Zakonie! Kto Wam tak wadzi? –
Spytał rycerzy spod herbu Krzyża,
Gdy tylko podeszli ku niemu bliżej.
– A wyskoczyli tu jedni tacy!
Mówi się o nich, że ponoć Polacy.
Nie chcą nas wpuścić na grabież do kraju!
Sam powiedz, czy dobrze to w głowach mają?
Robin miecz schował i zaśmiał się szczerze:
– Wszak Wy to stoicie po słusznej wierze!
Wnet zdecyduję o wojny losach.
Wskażcie mi wrogów, a dam im po nosach!
Lecz sędzia ogłosił przerwę techniczną,
By rannych opatrzyć przed dalszą bitwą.
– Chodźmy do Mistrza, wpierw cię przedstawim,
Nim rzeź tu urządzisz i spektakl krwawy.
– Już ja tych Polaków z chęcią urządzę!
Niebawem ujrzycie me ostrze tnące
I strzały lecące z giętkiego łuku!
Czy jesteś w pobliżu mój dzielny Kruku?
I nagle z przestworzy nadleciał ptak-olbrzym.
Czarne miał pióra i był jak wichura.
– Nadchodzę, Robinie! Kto żyw, niechaj zginie! –
A Robin go dosiadł, by mknąć ku dolinie.
– Gdzie mam lądować? – zakrakał do ucha.
– Tam przy namiocie. Niech Mistrz nas wysłucha.
I w mgnieniu oka stanął przed wodzem.
– Czy mam ukarać Polaków srodze?
Ulrich go zmierzył poważnym wzrokiem
– W bitwie jest przerwa, jak widzę z okien.
Nieś im w pokoju dwa nagie miecze.
On wziął je i mruknął: – Już ja ich wysieczę!
Wziąwszy więc dary z Ulricha dłoni,
Do rąbka sukni się mu pokłonił
I pognał ku wrogom bohater dzielny
Przez wielkie mokradła i pola bawełny.
I między wojami robił slalomy
Aż znalazł ich króla. Ten spojrzał zdumiony,
A Robin dwa ostrza wyciąga ku niemu
– To prezent od Mistrza, choć sam nie wiem, czemu.
– Niech uciekają krzyżackie świnie! –
Rzucił Jagiełło butelką po winie
– Mieczy nie braknie nam dzielny Robinie,
Lecz widzę, że mistrz Twój niebawem zginie!
Na to Robina szlag ciężki łapie.
Przejechał królowi mieczami po japie
I skoczył do walki zwinny jak ważka.
Taki to z niego bywał watażka!
Trzydziestu wojów na niego ruszyło!
On ich powalił i sięgnął po wino.
Stanął nad jak dziecko zadowolony...
I spostrzegł, że biegną nań z każdej strony!
Choć przecież się nie bał, zacząć rozmyślać
"Powyższa sytuacja wymaga ptaszyska!"
I nim wyrzekł słowo, cień padł na ziemię
"To Kruk leci w odwet, powali to plemię!"
– Kra, kra! Robinie, przybywam z pomocą!
Przy boku Twym stanę tak dniem jak nocą –
Zaśpiewał mu Wielki Kruk Ponury
I łowił Polaków jak zwykłe kury.
A oni wrzeszczeli, machali nogami,
Zaś Robin na dole już wielu powalił.
Ciął wszystkich dokoła, nie patrzył kto stoi,
Celował po łapach, jak który był w zbroi.
Tysiąc Polaków już miał pod nogami,
A liczba ta mogłaby rosnąć latami.
Śmieje się Robin nad krwawym plonem,
Aż nagle sto strzał mknie w jego stronę!
Lecz Robin był zwinny jak ważka rzeczona,
Więc czymże dla niego przed nimi obrona!
Wyginał się w boki, schylał i wstawał,
W ten sposób ominął go grotów nawał.
– Kraaaa! – krzyknął Wielki Kruk Ponury.
Zatrzęsły się srodze najbliższe mury.
Ten hałas przyciągnął uwagę Robina:
"O Boże! Do klatki trafiła ptaszyna!"
– Kra! Nie dbaj o mnie, mój panie.
Wszak w klatce nic złego mi się nie stanie!
Dokończże lepiej pogrom Polaków –
Rzekł Kruk i zabrali go na Kraków.
Na głowie Robina się włosy zjeżyły.
Bandy łuczników do niego mierzyły
– Nikt nie powinien strzelać w Robina! –
Powiedział, choć przecież zrzedła mu mina.
Stał i spoglądał na grotów falę,
Co niebo zakryły ciemnym woalem.
Strzelali z namiotów, strzelali z drzew
I wtem Robinowi włączył się wnerw!
I mknęły strzały do wojownika.
Przez bogów mu dana epicka logika,
Klęknął i począł się modlić do niebios.
"Już pora porzucić rycerski etos!"
A ponad strzał dachem skłębiły się chmury
I grzmoty błyskawic dobiegły z góry.
Robin powstaje, a błysk ma w źrenicach
– Teraz zginiecie! – i miecz swój pochwyca.
Ruszył przez strzały jak straszny lew,
Leciały obok niby armia mew.
A on z hukiem runął na ciężką jazdę,
Jak pająk, co wpada do mrówek gniazda.
Potężnym ruchem odrzucił robactwo.
Ze strzał były wióry, gdy się zamachnął.
Następny cios groźny skierował w rycerzy,
Upadły ich głowy, tak się zamierzył!
Dźwięk miecza grzmiącego o zbroje rycerzy,
W pieśń taką poeta każdy mierzy.
Przez pokolenia będą to opowiadać!
Właśnie nadbiegła Krzyżaków gromada.
Patrzą zdumieni na krwi kałuże
A Robin im krzyczy: – Szkoda, że nie dłużej!
Za to spóźnienie i was powytracam! –
I tnie raz Polaków, a raz Krzyżaka.
– On łamie umowę pod boską przysięgą!
Ma słowo nam dane za kartkę wymiętą!
Celować doń z armat! – woła Mistrz Krzyżacki
– Niech nie nakłada ulubieńca maski!
Lecz Robin się kładzie i kule przepuszcza.
Wpadają więc z hukiem w Polaków tłuszczę.
A oni z okrzykiem ruszają na wroga,
Walczy bohater, jest krew i pożoga.
– Nie zapomnę wam Kruka! To wasza wina! –
Wydarł się, z ust aż pociekła mu ślina.
Dźwięków armat wcale się nie przestraszył
I w ciele Krzyżaka swe ostrze zaszył.
A za plecami już ma Polaków.
Miotają włóczniami prosto w Krzyżaków.
I krzyczą: – My go zabijemy pierwsi! –
A słyszą: – Nieprawda, wy prości ludzie ze wsi!
Tak oto był między kowadłem a młotem.
Bo do Krzyżaków musiał stać przodem,
A polskich rycerzy słyszał zza pleców.
Wkurzał się jak diabli, bo nie miał dwóch mieczów.
Więc robił uniki - niech wzajem się sieką.
A w międzyczasie ciął ręką krzepką.
Tęgo zabijał, a sam jakby tańczył.
Nie będzie tu biadał, nie będzie ich niańczył!
Wciąż więcej rycerzy od ostrza padało.
Wybił prawie wszystkich, lecz było to za mało.
Gdy stanął sam żywy na grunwaldzkim polu,
Pomyślał: "Na Kraków!" i opuścił tę górę gnoju.
Wyświetleń: 375